Repertuar

Zemsta

Aleksander Fredro

Reżyseria: Paweł Kamza

Premiera:

Czas trwania: 80 minut

Zemsta jest rozkoszą bogów. Czy dzisiaj nam też sprawia rozkosz? Aleksandra Fredrę Zemsta bawiła. Czy wolno wysnuć wniosek, że śmiech jest rozkoszą dla Fredry? Zemsta jest komedią o kłótni o mur. Czym jest mur, jądro sporu? Różne padały odpowiedzi historyków literatury i twórców teatru.Dla artystów teatru oflagu, jeńców kampanii wrześniowej 1939 roku, wystawiających Zemstę, mur był metaforą II Rzeczpospolitej. Dla hitlerowskich cenzorów aluzją do niemiecko – polskiego zatargu o Gdańsk i „korytarz”. Czym jest mur dla nas dzisiaj? Mur w domu, pracy, w nas samych? Czy potrafimy się śmiać z naszych granic tak jak Fredro?

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

Zemsta jest rozkoszą bogów. Czy dzisiaj nam też sprawia rozkosz? Aleksandra Fredrę Zemsta bawiła. Czy wolno wysnuć wniosek, że śmiech jest rozkoszą dla Fredry? Zemsta jest komedią o kłótni o mur. Czym jest mur, jądro sporu? Różne padały odpowiedzi historyków literatury i twórców teatru.Dla artystów teatru oflagu, jeńców kampanii wrześniowej 1939 roku, wystawiających Zemstę, mur był metaforą II Rzeczpospolitej. Dla hitlerowskich cenzorów aluzją do niemiecko – polskiego zatargu o Gdańsk i „korytarz”. Czym jest mur dla nas dzisiaj? Mur w domu, pracy, w nas samych? Czy potrafimy się śmiać z naszych granic tak jak Fredro?

Adaptacja i reżyseria: Paweł Kamza
Scenografia i kostiumy: Izabela Kolka
Muzyka: Paweł Moszumański
Reżyseria ruchu: Witold Jurewicz
Reżyseria światła: Piotr Pawlik
Projekcje: Marcin Iszczek

Zdjęcia: Marek Lalko

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Zemsta za drutami Zdzisław Haczek, "Gazeta Lubuska" 24 maja 2013 W finale „Zemsty” według Pawła Kamzy polscy jeńcy oflagu i hitlerowcy tańczą w kalesonach, z ogonami z piór. Na zgodę dostajemy rewię.   W niemieckim obozie jenieckim Woldenberg (dzisiejszy lubuski Dobiegniew) w szczytowym okresie hitlerowcy trzymali blisko 7 tys. polskich oficerów, którzy trafili do niewoli po klęsce wrześniowej. W 1944 r. dołączyło do nich ponad 100 powstańców warszawskich. Co robiło tylu mężczyzn, siedząc pod lufą strażnika czasem i kilka lat? Działały koła naukowe, drużyny piłkarskie, chóry, orkiestra, teatry... Zorganizowano nawet igrzyska olimpijskie. A „Zemstę” wystawiono ze 40 razy. Zresztą, sztuka Aleksandra Fredry należała do żelaznego repertuaru teatrów we wszystkich oflagach, gdzie podczas II wojny światowej Niemcy trzymali 17 tys. polskich oficerów. I właśnie za druty oflagu zaprasza w swojej „Zemście” Paweł Kamza. Gdzież kluczowy mur na zielonogórskiej scenie? Mocno oddziela „rasę panów” spod znaku swastyki od popadających w depresję po klęsce polskich jeńców. Inny mur oddziela doświadczonych ułanów z ostatniej szarży w 1939 r. od młodszych, zapalczywych powstańców warszawskich. Jeszcze inny wyrasta nagle pomiędzy uwięzionym polskim oficerem, a jego podkomendnym, który - wolny - „wyręcza” teraz zwierzchnika u boku jego żony... Gdzie w tym wszystkim Fredro? Strofami „Zemsty” posługują się jeńcy, przygotowując właśnie premierę tej sztuki. Nie przeszkadza im to sypać piasku z kopanego tunelu... A Niemcom - rozstrzeliwać uciekinierów. Bo sztuka Fredry w adaptacji Kamzy nie chce być złośliwą komedią, ośmieszającą polskich, kłótliwych szlachciurów. Wieje tu grozą, kiedy słyszmy o krwawej pacyfikacji warszawskich kamienic. A scena męsko-męskiego gwałtu uwiera... O co w tym wszystkim chodzi? Reżyser Kamza odwołuje się do tragicznej biografii Fredry, który jako 10-latek widział jak matka ginie w pożarze ich rodzinnego domu, a jako nastolatek walczył w trzech kampaniach Napoleona. Mamy zatem na scenie człowieka w obliczu wojny. W mundurze, który - pomińmy intencje - zawsze zaprasza do zbrodni. Ale nie o zarażeniu wojną jest ta „Zemsta” - „Nie - zemsta”, a o szansie, jaką daje sztuka. Oto hitlerowcy przebierają się w polskie mundury, by pokazać jak „się robi niemiecki teatr”. I nagle Lagerkommandant (doskonały w każdym geście czy ruchu powieki Łukasz Kucharzewski) sztywno pląsa w peruce z warkoczami i w spódnicy. Wyglądając równie śmiesznie i groteskowo jak komandor podporucznik Łomidze w sukni Podstoliny (niesamowity Aleksander Podolak). Bo kimże obaj są w tych przebraniach? Mężczyznami, którzy w różnych rolach trafili do obozu, ale jednemu nadal szumi w głowie przedwojenny szlagier „W małym kinie” Fogga, a drugiemu - „Lili Marleen”. Wobec sceny są równi. Na zgodę mamy męską rewię z ogonami z piór, na obowiązkowych schodach. Spektakl Pawła Kamzy, przewrotny, gorzko-zabawny, „Zezowatym szczęściem” Munka podszyty, to rzecz skonstruowana precyzyjnie, dynamicznie, z kapitalnym „wklejeniem” animacji. Z grającą na żywo orkiestrą i całą masą dramaturgiczno-scenograficznych pomysłów. Jedna z bardziej oryginalnych rzeczy, jakie przytrafiły się ostatnio scenie Lubuskiego Teatru. Pamiętajmy jednak, że Papkin (Tomasz Radawiec) ma tu na sobie hełmofon czołgisty. P.S. Kiedy wczoraj podpytałem młodych ludzi, którzy akurat wysypali się z teatru po porannej „Zemście”, o wrażenia, usłyszałem: - Świetne! Polecamy! Musi pan iść... Zdzisław Haczek ****************************************************************************************************************************************************************

Pawła Kamzy, komentarz do historii

"Zemsta" - reż. Paweł Kamza - Teatr Lubuski w Zielonej GórzeWydawać by się mogło, że Fredrowska "Zemsta" została odczytana na wszystkie możliwe sposoby. Że już więcej nic nie może się wydarzyć. Jednak teatr nieustannie ewoluuje, wciąż poszukuje nowych znaczeń i odniesień, buduje nowe środki wyrazu, znajduje kolejne tropy i wkracza na następne ścieżki... Jednym słowem- ciągle nas zaskakuje. I właśnie taka- zaskakująca – jest „Zemsta" w reżyserii Pawła Kamzy.Zielona Góra, to miasto gdzie Paweł Kamza znalazł klimat do stworzenia własnego spektaklu, dla którego „Zemsta" Aleksandra Fredry jest jedynie przyczynkiem do opowiedzenia całkowicie innej historii i poruszenia zupełnie innych problemów w absolutnie innym miejscu i czasie. Bezpośrednią przyczyną i zarazem główną inspiracją do powstania tak osobliwej „Zemsty" były zdjęcia, znalezione w starym kufrze na jednym z zielonogórskich strychów, przedstawiające jeńców w oflagu odgrywających scenki z "Zemsty" Fredry.Okazuje się, że „Zemsta", obok innych dramatów, widowisk muzycznych, fars, była najczęściej wystawianym przedstawieniem w oflagach, w których przebywali polscy żołnierze. Sztuka miała być sposobem na wszechogarniający marazm i nudę, miała uchronić internowanych tam Polaków, przed degrengoladą: utratą obyczajów, etyki, utratą wartości moralnych i uczuć patriotycznych. Mimo, że wszelkie próby aktywizacji ścierały się ze straszliwą wojenną rzeczywistością, gdzie każdego dnia łamano wszelkie prawa, Polacy potrafili organizować się i tworzyć aktywne grupy sportowe i artystyczne. W tak trudnych, skomplikowanych i niesprzyjających  realiach dzieje się „kamzowska Zemsta". Paweł Kamza osadził dramat w realiach obozowego życia polskich oficerów okresu II wojny światowej. Pokazał rzeczywistość obozową: codzienne zmaganie się zniewolonego człowieka z własną bezradnością, utratą wiary i nadziei, poniżeniem i odarciem z człowieczeństwa. Odtrutką na tę czarną codzienność ma być właśnie prześmiewcza i żartobliwa komedia Aleksandra Fredry. Nie chodzi oczywiście o sam dramat, czy zawarte w nim treści ale przede wszystkim o to, że proces przygotowania przedstawienia okazuje się być sprytnym kamuflażem dla innych działań. „Zemsta" wyrywa jeńców z letargu, pozwala bronić się przed „chorobą drutów", budować dystans do otaczającej rzeczywistości, wreszcie umożliwić realizację sprytnie obmyślanego planu ucieczki z obozu i wydostanie się z niewoli. Aby wzmocnić swój przekaz i wciągnąć widzów w metateatralną atmosferę spektaklu, reżyser wprowadza nas w świat oflagów już w foyer, gdzie aktorzy prezentują głośne scenki z życia obozowego. Ustawiają się w szeregu, rapotrują obozowe powinności hitlerowskim strażnikom, dyskretnie zaczepiając przy tym nieco skonfundowanych widzów. Następnie akcja przenosi się na scenę, która wypełnia się i ożywa wraz z wbiegającymi na nią dwunastoma aktorami i sześcioma zielonogórskimi filharmonikami, albowiem w pomyśle na interpretację obozową znajdziemy także inspiracje kabaretem, komedią czy musicalem. W tym przypadku spektakl ma się odbywać przy akompaniamencie żywej muzyki tworzonej przez orkiestrę złożoną z umuzykalnionych jeńców. Aktorzy tego widowiska budują spójną, choć zróżnicowaną całość dramaturgiczną, w której przeplatają się dwa światy: historyczny, obozowy, naznaczony wojennym piętnem okrucieństwa, tragedii i utraty nadziei oraz świat stricte teatralny, czerpiący swoje inspiracje wprost z dramatu Aleksandra Fredry. Zielonogórska „Zemsta" odznacza się kompozycyjną oryginalnością, o nieco zawikłanej strukturze, jednak  budowanej konsekwentnie, z dystansem i niepospolitym dowcipem. Spektakl jawi się nam jako tragikomiczna mozaika dwóch całkowicie odmiennych rzeczywistości. Tak oryginalna interpretacja jest przejawem wiedzy, doświadczenia i szczególnej wrażliwości reżysera. Nie ma tutaj przypadku. Każda scena, słowo i gest są rzetelnie przemyślane i dla każdego działania odnajdziemy zasadność popartą mocnym interpretacyjnym argumentem. Kamza jest reżyserem poszukującym, który eksperymentując, wkłada pewne światy w inne, z pozoru mało z sobą związane, odległe. Jednocześnie odnajduje wiele elementów wspólnych. Najważniejszym wydaje się tu być fredrowski mur, dla którego reżyser znalazł oryginalne zastosowanie. Z jednej strony traktuje go jako budowlę dzielącą dwie wrogie strony, z drugiej proponuje założenie, że taki mur może posiadać jakiś wyłom, a może nawet jakąś łączącą je bramę. I właśnie takie odczytanie jest, jak sądzę, właściwym kluczem do oceny spektaklu. Pokazany w nim świat obfituje w liczne kontrasty. Łączy w sobie żart i tragizm, śmiech i powagę. Wywołuje wiele sprzecznych konkluzji. Kamza ubiera poważne treści w specyficzne formy kabaretowo-rewiowe. Czasami takie odniesienia mogą budzić konsternację. Należy jednak interpretować je jako sposób na budowanie nowych treści i znaczeń, jednocześnie nie traktując zbyt dosłownie, a raczej metaforycznie. Spektakl Pawła Kamzy nie jest typową propozycją repertuarową Teatru Lubuskiego, to pewnego rodzaju eksperyment teatralny, który w pierwszym, powierzchownym odbiorze może wydać się  kontrowersyjny, a nawet budzić rodzaj wewnętrznego sprzeciwu. Jednak przy zastosowaniu pewnego dystansu i niezbędnej dozie refleksji można w „Zemście" zobaczyć teatr, który rozmawia z widzem i żonglując konwencjami zadaje pytania, prowokuje, każe zastanowić się nad rzeczywistością i, nade wszystko, poszukuje nowych środków wyrazu dla ponadczasowej i uniwersalnej prawdy o człowieku, i świecie.
Justyna Plewik 
Dziennik Teatralny 10 czerwca 2013
walk_icon Wirtualny spacer