Repertuar

Wizyta Starszej Pani

Friedrich Dürrenmatt

Reżyseria: Robert Czechowski

Premiera:

Czas trwania: 130 min

"Dam wam miliard i chcę sobie za to kupić sprawiedliwość" Klara Zachanassian

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

przekład: Irena i Egon NAGANOWSCY reżyseria: Robert CZECHOWSKI scenografia: Jan POLIvKA kostiumy: Elżbieta TERLIKOWSKA muzyka: Alina KONWIŃSKA i zespół „Mate” ruch sceniczny: Anna WYTYCH Do prowincjonalnego miasteczka Güllen przybywa miliarderka Klara Zachanassian, która wyjechała z niego przed laty, po młodzieńczym romansie z tutejszym chłopcem Illem. Teraz kobieta obiecuje burmistrzowi miliard dolarów w zamian za sprawiedliwość. Żąda śmierci mężczyzny, który wiele lat temu wyrzekł się ojcostwa ich dziecka. Swoisty traktat moralny o odpowiedzialności i sile pieniądza.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Czerwona rękawiczka kata

Wizyta starszej pani - Gazeta Lubuska, 5-6.04.2008. Robert Czechowski na początek sezonu i swojego dyrektorowania Lubuskim Teatrem sięgnął  po sztukę sprzed ponad pół wieku - ?Wizytę starszej pani? F. Duerrenmatta. Uśpiona bezczynnością małomiasteczkowa społeczność Guellen nagle podrywa się ukłuta nadzieją: Jedzie miliarderka Klara! Wraca do nas nasza Klarcia! Postawmy na baczność powitalne transparenty... Euforia ostygnie, gdy okaże się, że Klara przyjeżdża, by dopełnić planu zemsty: owszem, podaruje miliard gulleńczykom, ale jeśli ci zgładzą Alfreda. Ukochanego jej młodości, z którym poczęła dziecko, a on się tego owocu wyparł. I biedna Klara musiała uciec z Guellen w niesławie, a potem trafiła do burdelu, gdzie poznała bogatego klienta... Jest w ?Wizycie...? reżyseria Czechowskiego pewien płomienny zamysł. Czerwone szafy zaczepiają nas już od deptaku, przed wejściem do teatru, czerwone róże sypią się z plakatu... Czerwień płaszcza wniesie na scenę kuśtykająca Klara. A za nią jej dwór: nowobogacki, ozłocony, ciągnący ze sobą sadomasochistyczną tancerkę w lateksie... To wkroczenie do Guellen, to zderzenie nie tylko dwóch światów, ale też jakby dwóch teatrów. Mamy tu bowiem sceny statyczne, z kwestiami recytowanymi jak Pan Bóg przykazał, dramatycznie nudne, przez które spektakl wydłuża się do dwóch i pół godziny (z przerwą). Ale przecież nie po to towarzyszą aktorom muzycy zespołu Mate! Nie po to pobudzają kompozycje Aliny Konwińskiej! Czyż na pewno trzeba oddać tyle minut  na Durrenmattowskie libertto? Czyż ukryta za okularami Klary Elżbieta Donimirska musi w dialogach z Jerzym Kaczmarowskim (Alfred) stawiać kropkę nad ?i?? Przecież temu ostatniemu, nieporadnie gramolącemu się na kamień, tak zabawnie opada noga... Przecież Burmistrzowi Janusza Młyńskiego tak pięknie zanika głos. A Koby i Loby, przemieniający się w dziennikarzy, w kreacji Kingi Kraszewskiej- Brawer i Wioletty Sokal? W roztańczonych, zdominowanych rytmem scenach widać, że aktorów aż rozpiera. Że chcieliby... Są w ?Wizycie...? Roberta Czechowskiego sceny- perełki. Z garścią a potem z całą łopatą piachu podczas pogrzebu Alfreda na czele. Czy gdyby pójść na całość, pobiec za czerwoną rękawiczką kata, za tańczącymi w czerwonych butach mieszkańcami Guellen, kupującymi ?na krechę?, choć ofiara złożona na ołtarzu ?sprawiedliwości? jeszcze dycha- na pewno nie dotarłoby do nas treści o krótkiej pamięci, kruchym kręgosłupie moralnym ludzkiego stada? I ta fundamentalna: że każdemu z nas złoży kiedyś wizytę starsza pani... Kapitalna scena, gdy Klara, wspominając sielskie dzieciństwo, spluwa, a dołączają do niej podlizusy- guelleńczycy- starczy za każde słowo. ZDZISŁAW HACZEK Gazeta Lubuska; (5, 6 kwietnia 2008, nr 81)

Starsza pani na deskach

Wizyta starszej pani - Tydzień Zielonogórski, 4.04.2008. W miniony weekend w Lubuskim Teatrze odbyła się premiera spektaklu ?Wizyta starszej pani?. Sztukę Friedricha Dürrenmatta wyreżyserował dyrektor placówki ? Robert Czechowski. To pierwszy spektakl jego autorstwa, który mogli oglądać widzowie. Premiera została poprzedzona widowiskowym happeningiem na zielonogórskim deptaku. Teatr kusił happeningiem już od 27 marca, czyli od dnia, w którym obchodzony jest Międzynarodowy Dzień Teatru. Powtórzono go w piątek. W sobotę działania artystyczne odbywały się już od rana, a tuż przed samym spektaklem widzowie mogli obejrzeć widowiskowy pokaz przygotowany przez Teatr Ognia. Wrzaski w niebogłosy i łóżko na kółkach W dni poprzedzające premierę wokół placówki robiło się głośno i kolorowo. To aktorzy amatorskiego Teatru PiiiP, wspólnie ze studentami, zachęcali mieszkańców do obejrzenia spektaklu ?Wizyta starszej pani?. - W ten sposób chcemy wyjść do widzów. Staramy się zainteresować ich nową propozycją w repertuarze teatru. W realizacji happeningu pomogła pani Małgorzata Paszkier-Wojcieszonek (pracownik teatralnego impresariatu ? red.) i jej podopieczni, z którymi pracuje od kilku lat ? opowiadał Robert Czechowski. W trakcie pokazu uczestnicy nawiązywali do tematyki sztuki za pomocą scenografii, kolorystki strojów i pobrzmiewającej muzyki. Pokazali kilka scenek (niektóre bardzo dynamiczne, inne leniwe, zbliżone do pantomimicznych) i układów choreograficznych, które miały być tylko przedsmakiem premierowych wydarzeń. Zwieńczeniem happeningu był przejazd starzej pani (na łóżku wyposażonym w kółka) i towarzyszącego jej tłumu przez zielonogórski deptak. ?Starsza pani przyjechała! Słuchajcie! Już jest?w końcu przyjechała?? ? wykrzykiwali w niebogłosy młodzi artyści i wymachiwali transparentami, na których widniał tytuł najnowszej produkcji Lubuskiego Teatru. Każdy z gapiów, który przystanął i zainteresował się dziwacznym przedstawieniem, otrzymywał aktualny repertuar teatru i folder, informujący o najnowszej sztuce. Okazuje się, że tego typu akcje mają zapowiadać każdą następną premierę. ? Chcemy, aby stało się to tradycją i czymś charakterystycznym dla naszego miasta. Każdy nowy spektakl na pewno będą poprzedzały jakieś niecodzienne happeningi, działania uliczne ? deklaruje R. Czechowski. Kulisy premiery, czyli jak mądrze wydać 100 tysięcy Taką właśnie kwotę pochłonęły przygotowania do spektaklu. Aktorzy mieli do dyspozycji nowe kostiumy. Specjalnie na tę okazję przygotowała je Elżbieta Terlikowska. Zmodyfikowano także dotychczasową scenę. Oprócz aktorów cały czas był na niej obecny zespół Mate z Aliną Konwińską, który w trakcie spektaklu wykonywał muzykę na żywo. Co ciekawe ? muzycy umiejscowieni są za przezroczystą ścianą, więc są widoczni dla widzów.  Nowością jest także to, że w sztuce grają wszyscy aktorzy Lubuskiego Teatru. To pomysł reżysera. ? Zdecydowałem się na realizację utworu ?Wizyta starszej pani?, ponieważ uważam, że jest to wspaniały tekst, który traktuje o sprawach fundamentalnych. Poza tym, chciałem znaleźć utwór, który byłby dobrym pretekstem do spotkania i współpracy z całym zespołem. Każda z 20 osób ma coś do zagrania. Chcę, aby przy okazji wzajemnej pracy, aktorzy mogli ocenić także i mnie ? mówi R. Czechowski. Scenografię przygotował czeski przyjaciel dyrektora Jan Polivka. ? To artystyczny wariat, a praca z nim to szalona przygoda. Ten człowiek wykazuje niezwykle skrótowe i ascetyczne myślenie. Czasami samym rozstawieniem scenografii proponuje całkiem odmienną interpretację scen ? tak scenografa komplementował R. Czechowski. ?Wizyta starszej pani? i? kogoś jeszcze Już sama oprawa spektaklu robiła wrażenie. Gdzieś wśród publiczności porozsadzani byli aktorzy, którzy w trakcie spektaklu wstawali i przyłączali się do wydarzeń, które rozgrywały się na scenie. Jakież zdziwienie panowało wśród widzów, kiedy z pierwszego rzędu wstała Elżbieta Donimirska ? odtwórczyni głównej roli ? Klary Zachanassian. W trakcie ponad dwugodzinnego spektaklu widz nie ma choćby chwili, by spojrzeć na zegarek. Wydarzenia rozgrywają się bardzo szybko. Ponadto jest on absorbowany przez wszechobecną muzykę. Cały czas na scenie przebywa co najmniej kilku aktorów. Punktem kulminacyjnym premiery ?Wizyty starszej pani? była wizyta? Barbary Kraftówny. - To była nasza specjalna niespodzianka. Pani Barbar Kraftówna zagrała najwybitniejszą rolę Klary Zachanassian w latach 70-tych w Teatrze Telewizji. To dla nas zaszczyt, że mogliśmy ją gościć ? mówił R. Czechowski. Obie odtwórczynie roli Klary Zachanassian: Barbara Kraftówna i Elżbieta Donimirska spotkały się na scenie. Elżbieta Donimirska sprostała wyzwaniu. Stworzyła bardzo wyrazistą postać. Skrzywdzoną przez los. Kiedy, utykając, porusza się w swoim stroju po scenie i przeraźliwie domaga się sprawiedliwości, ciary gwarantowane? ?Wizyta starszej pani? to sztuka o ciągle aktualnej tematyce, przedstawiona w nowatorski sposób ? bo spektaklu z taką liczba aktorów na scenie i przede wszystkim z muzyką graną na żywo jeszcze w Zielonej Górze nie widziałem. Publiczność raczej też nie, ponieważ nagrodziła spektakl długą owacją na stojąco. Paweł Tyl Tydzień Zielonogórski 4.04.2008.

Premierowa "Wizyta starszej pani"

Wizyta starszej pani - wiadomosci24.pl, 30.03.2008. Dramat, który na deskach teatru jest grany od blisko pięćdziesięciu lat, wczoraj zobaczyłem po raz pierwszy zobaczyłem na żywo. Wydarzenie niezwykłe, bo wczorajsza "Wizyta" to pierwsza tegoroczna premiera spektaklu w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. "Wizyta starszej pani" to dramat sceniczny, napisany w 1956 roku przez Friedricha Dürrenmatta. Opowiada o mieszkańcach zubożałego szwajcarskiego miasteczka Gallen, do którego pewnego dnia przyjeżdża jego dawna mieszkanka, a obecnie amerykańska miliarderka Klara Zachanssian. W tę rolę wcieliła się Elżbieta Donimirska. Mieszkańcy Gallen wiążą z tytułową wizytą nadzieję na lepsze życie, dzięki finansowemu wsparciu Klary. Ich nadzieje zostaną spełnione pod warunkiem, że zabiją Illa - dawnego kochanka Klary (w tej roli Jerzy Kaczmarowski), który porzucił ją gdy zaszła w ciążę. Ill, nie przyznając się do ojcostwa, zszargał kobiecie opinię, którą szybko okrzyknięto dziwką. To wydarzenie odcisnęło piętno na jej psychice. Tuż po opuszczeniu miasteczka została... prostytutką. W pracy poznała miliardera, który został jej mężem. Po kilkudziesięciu latach wraca do wioski jako wdowa po miliarderze, a nietypową propozycją próbuje wyrównać rachunki za krzywdy, jakich doznała w przeszłości. Mieszkańcy Gallen są początkowo oburzeni propozycją miliarderki, ale widmo dalszej nędzy z jednej strony, z drugiej zaś - wizja radykalnej poprawy życia za cenę istnienia jednego człowieka, dokonują zmiany w postawie moralnej mieszkańców. Galleńczycy godzą się zabić Ila, aby odzyskać pracę i wieść dostatnie życie. Przygotowali już dla niego trumnę... Przedstawienie jest doskonałą okazją do rozważań o ludzkiej moralności, człowieczeństwie i egzystencji. W tym dramacie nie ma zwycięzców, każdy jest tutaj przegranym. Praktycznie z tych samych pobudek - własnej chciwości i dążeniem do zaspokojenia prymitywnych potrzeb, nawet, gdyby wiązało się to ze śmiercią drugiego człowieka. Ukazanie zubożenia wartości, jaką stanowi życie drugiego człowieka, jest tu niemniej istotne. Mieszkańcy Gallen sprowadzeni są do roli jednostek podążających za subiektywnie pojętą sprawiedliwością. Sam spektakl wywarł na mnie pozytywne wrażenie. Nie sposób wyobrazić sobie, aby sztuka ta mogła być zrealizowana w inny sposób. Scena Lubuskiego teatru stała sie miejscem, gdzie ukazuje się to, co dla wielu z nas jest niewyobrażalne. Dramat w swojej wymowie jest niewątpliwie przerażający, ale nie brakuje też scen, które wzbudzają uśmiech na twarzach widzów czy pozwalających na chwilę refleksji nad codziennością i naszymi przeżyciami. Spektakl będący pierwszą tegoroczną premierą w Lubuskiem teatrze im. Leona Kruczkowskiego w Zielonej Górze został wyreżyserowany przez świeżo upieczonego dyrektora teatru, Roberta Czechowskiego. W przedstawieniu wzięli udział wszyscy aktorzy Lubuskiego Teatru czyli w sumie około 20 osób. I właśnie to urzekło Barbarę Krafftównę, która była gościem specjalnym wczorajszej premiery. W latach siedemdziesiątych to ona wcieliła się w rolę Klary w spektaklu Teatru Telewizji. Na przedstawienie przeznaczono niemałą sumę stu tysięcy złotych, ale już teraz wiadomo, że było warto. Niezmiernie ważnym elementem przedstawienia były stroje aktorów. Oryginalne, ale proste, z czerwonymi wstawkami, które w domyśle symbolizowały krew na rękach galleńczyków. Sama Klara, z protezami rąk i nóg, ubrana w czerwień jakże przewrotnie symbolizowała ludzkość i cielesność. Po śmierci Illa, Klara ubrana w białą suknię utwierdziła nas w przekonaniu, o tej ironicznej wymowie. Właśnie dlatego na ogromne wyrazy szacunku zasługuje kostiumograf - Elżbieta Terlikowska. Obawiałem się rozproszenie uwagi, gdy na scenie przebywać będzie tak duża liczba osób. Nie było to łatwe zadanie. O doskonały ruch sceniczny zadbała tutaj Anna Wytych. Scenografia, za którą odpowiedzialny był Jan Polivka była bardzo interesująca. Na scenie skromnie: kilkanaście krzeseł, stolik, później walizka. Tło sceny zmieniało sie prawie magicznie, raz były to gwiazdy, innym razem światła w wieczornych zarysach miejskich budynków. Wszystko to składało się na niezwykle realny klimat całego przedstawienia, tworząc jednocześnie doskonałe uzupełnienie gry aktorskiej. Nie zobaczylibyśmy, ani krzeseł, ani aktorów, gdyby nie Piotr Pawlik, dbający o sceniczne oświetlenie. Gra światła i cienia niesamowicie podkreślała charakter przedstawienia, poszczególnych scen i charaktery bohaterów. Nie można tez zapomnieć o muzyce, która była grana na żywo przez zielonogórski zespół Mate, pod czujnym okiem i uchem Aliny Konwińskiej. Interpretacja muzyczna rozgrywającej się na scenie akcji była bardzo trafna, muzyka była żywa, stroniąc od monotonnych taktów stanowiła integralną część przedstawienia. Przed spektaklem redakcyjna koleżanka napisała mi: "Jeśli emocje wyrażane przez aktora przenoszą się na Ciebie, to możesz czuć się jak odpowiednia osoba na odpowiednim miejscu". I właśnie tak czułem się podczas "Wizyty starszej Pani". Premierowa "Wizyta starszej pani" w Zielonej Górze Bartosz Krieger wiadomosci24.pl 30.03.2008

Sprawiedliwość się kupi

Wizyta starszej pani - Gazeta Wyborcza, 1.04.2008.   Popisowa rola Elżbiety Donimirskiej i świetna oprawa - muzyka, scenografia, ruch. Szkoda tylko, że brakuje jednego - wyrazistych postaci na scenie. Pierwszą premierę w tym sezonie teatralnym mamy już za sobą. ?Wizyta starszej pani" w reżyserii nowego dyrektora Roberta Czechowskiego to nie teatralna rewolucja. Ale zmiany są. Wreszcie spektakl na zielonogórskiej scenie ma porządną oprawę - aktorzy noszą stroje dopasowane do ich ról, jest scenografia, która tworzy niezwykłe drugie tło, jest świetna muzyka, która sprawia, że gra aktorów nabiera wyrazu. Jest też przemyślany ruch sceniczny, którego wcześniej na scenie trudno było szukać.   Klara i cała reszta Elżbieta Donimirska, która gra tytułową starszą panią, długo czekała na rolę, w której pokaże swoje możliwości. Doczekała się. Jako Klara Zachanassian, niegdyś "mała czarodziejka", dziś wiedźma w krwistoczerwonym płaszczu, wraca do rodzinnego miasta, żeby zemścić się za dawne krzywdy. Jest wyrachowana (wszak "Wszystko można kupić"), zła, ale i prawdziwa. Ze stoickim spokojem przyjmuje lizusostwo mieszkańców Guellen, którzy widzą w niej jedyną szansę na lepsze życie. Na ich wymyślane naprędce pochlebstwa odpowiada zdecydowanie - to głupstwa, nie było tak. Jest majestatyczna, silna, zdecydowana. Ona króluje na scenie, góruje nad innymi (m.in. dzięki niezwykłym nakryciom głowy, które ją optycznie podwyższają). Jej świta w podobnej kolorystyce niknie, blednie, rozmazuje się. Liczy się tylko Klara. Donimirska jest doskonałą tytułową "starszą panią" - kulawa, zblazowana, jakby nieco znudzona, cedzi słowa przez zaciśnięte zęby. Wie, czego chce. Nie domaga się współczucia, nie chce sądu, rozliczenia win. Chce zbrodni. Chce, żeby Ill umarł. Szkoda, że nie dorównują jej inni aktorzy - jej dawny kochanek Albert Ill jest nijaki. Jerzy Kaczmarowski, tak chwalony w poprzednim sezonie, daje się zdominować silnej partnerce. A zanim pojawi się ona na scenie, niknie w szarym tłumie innych aktorów. Nawet w najdramatyczniejszej scenie, kiedy rezygnuje z tchórzliwej ucieczki przed krwawym przeznaczeniem, kiedy postanawia zostać, by odpłacić swoje winy, Ill jest sztuczny, nieprawdziwy. Zawsze można powiedzieć, że to celowy zabieg artystyczny. Że w mieście ludzi, którzy przegrali swoje życie, nie może być wyrazistych postaci... Ale czy ktoś w to uwierzy? Z szarego tłumu aktorów na scenie wyróżniają się jedynie Wariatka (Beata Beling), która, jakby przeczuwając zbliżającą się tragedię, kompulsywnie czyści wszystko, co stanie na jej drodze - podłogę, buty, nieistniejące szyby; może z krwi, a może z ludzkiej niegodziwości, wiecznie podchmielony dyrektor szkoły (Jacek Krautforst), czy wreszcie wachmistrz policji (Ryszard Faron), który ma trochę z Napoleona, a trochę z nadpobudliwego służbisty, który mówi tak, jakby szczekał, a zamiast chodzić defiluje dumnie, prezentując swoje błyszczące oficerki. Jego wymiany warknięć (nawet nie słów) z Burmistrzem budziły szczery śmiech widowni. Wszystko wokół robi wrażenie... Dawno w zielonogórskim teatrze podczas spektaklu nie słyszeliśmy muzyki na żywo (wyjątki to widowiska muzyczne naszych śpiewających aktorów). Muzyka zielonogórskiej grupy Mate i śpiew Aliny Konwińskiej to najmocniejszy element spektaklu. Ona spaja, robi tło, prowadzi aktorów, czasami ich zagłusza, czasami pozwala wypłynąć na powierzchnię. Artyści z Zielonej Góry, znani z działalności w różnych muzycznych projektach, serwują mieszankę muzyki klezmerów, trochę w tym folku, trochę żywiołowych Bałkanów, trochę słonecznej Hiszpanii... Sprytnie schowani za połyskliwą, przezroczystą scenografią, grają też swoją rolę - przez dłuższą chwilę są orkiestrą, która przaśnie, choć uroczyście, fałszuje na cześć Klary Z. Konwińska, z dziwnymi misami tybetańskimi i śpiewem intuicyjnym, mruczanym, bezsłownym, pięknie wtapia się w tło, które robi jej Mate. Warto iść na spektakl choćby dla tej muzyki. Wspomniana już scenografia - skromna, niekrzykliwa, nowoczesna - pozwala obejrzeć dwa spektakle - jeden zwykły, na scenie i drugi na niby-szklanej ścianie, gdzie postaci zamieniają się w ruchliwe plamy - szare, popielate, czarne, czerwone. One też toczą swoją walkę - prawdy z kłamstwem, dobra ze złem. I mieszają się ze sobą niebezpiecznie. Bo w "Wizycie" nie wiadomo, kto ma rację. I nie wiadomo, kto wygrał. Czy Klara, która dopina swego, czy Ill, który poddaje się karze, czy mieszkańcy Guellen, którzy zgarniają cały miliard? A może nikt? Najkrótszy sezon się zaczął. Nareszcie Robert Czechowski pokazał, że miał pomysł na "Wizytę". I że ma nosa do kolorowych ptaków, które zapraszał do współpracy od początku swojego dyrektorowania. W najnowszym spektaklu najsłabszym ogniwem jest gra aktorów, ale może i to da się wypracować. Kto był na próbie, wie, w jaki sposób dyrektor reżyser pokazuje każdemu aktorowi, jaką postać chce na scenie zobaczyć. I mówi, dość dosadnie. Dziwny to sezon, który zaczyna się pod koniec marca, ale dobry taki, skoro innego nie mamy. W planach ma jeszcze kilka premier - "Kształt rzeczy" Neila LaBute'a, "Stworzenia sceniczne" April de Angelis oraz "Arkę" Marka Zgaińskiego (prapremiera). Dla dzieci przygotowane będzie przedstawienie "O rybaku i złotej rybce". "Sprawiedliwość się kupi" Dorota Żuberek Gazeta Wyborcza 1.04.2008
  Wizyta starszej pani - Gazeta Lubuska, 7.04.2008. Wyreżyserowana przez Roberta Czechowskeigo ?Wizyta starszej pani? F. Dürrenmatta stawia Teatr Lubuski w rzędzie najlepszych polskich scen. Ta trudna, wstrząsająca sztuka, tak zdawałoby się dziś nieaktualna, toteż nieczęsto wystawiana, znalazła nowe, oryginalne ujęcie, znakomicie zaprojektowane i wykonane. Dramat miasteczka Güllen pokazano w oszczędnej scenografii, skracając nieco tekst, za to wzbogacając wystawienie o znakomite kostiumy i przede wszystkim rewelacyjną muzykę, która zasługuje na wyjątkową pochwałę. Dodatkowym uzupełnieniem były atrakcje artystyczne towarzyszące premierze, w tym pantomima i taniec z ogniem przed budynkiem teatru, co na pewno było nie tylko świetnym chwytem marketingowym, ale i artystycznym. Jedyną wątpliwość budzić może zbyt chwilami emocjonalna gra aktorów, być może przesadna w obliczu wyjątkowo dramatycznego tekstu. Nowy dyrektor teatru w ten sposób przebojem wszedł do lubuskiej kultury, myślę, że wzbogaci ją jeszcze niejednym. Wysoki poziom sztuki powinien jednocześnie zwrócić naszą uwagę na fundamentalne kwestie, jakie ona  raczej tylko stawia, niż próbuje odpowiedzieć, na przewrotne pytania: na ile to przerażające miasteczko Güllen, jego groteskowi, a zarazem cyniczni mieszkańcy, obecni są w każdym z nas? Andrzej Małkiewicz Gazeta Lubuska nr 82 07.04.2008
walk_icon Wirtualny spacer