Repertuar

Stworzenia Sceniczne

April de Angelis

Reżyseria: Robert Czechowski

Premiera:

Czas trwania: 90 minut

Sprawdź terminy

Galeria

Trailer

Plakat

Szczegóły

Stworzenia Sceniczne April De Angelis Przełożyła Hanna Szczerkowska Reżyseria: Robert Czechowski Scenografia i kostiumy: Elżbieta Terlikowska Opracowanie muzyczne: Damian Neogenn Lindner Światło: Piotr Pawlik

OBSADA:
DOLL COMMON - Elżbieta Lisowska – Kopeć
NELL GWYN - Karolina Honchera
PANI BETTERTON - Elzbieta Donimirska
PANI MARSHALL - Marta Artymiak / Anna Haba
PANI FARLEY - Urszula Zdanowicz – Łabiak / Marta Frąckowiak

Pewnego dnia król Karol II zbyt długo czekał w teatrze na rozpoczęcie przedstawienia… Zniecierpliwiony pyta dlaczego to trwa tak długo. Aktor grający królową goli nogi – usłyszał w odpowiedzi. Niech więc grają kobiety! – tak rozpoczęła się rewolucja w teatrze. “Stworzeniami scenicznymi” nazywano aktorki w  XVII wiecznym Londynie, gdzie kobiety po raz pierwszy uzyskiwały pozwolenie grania na scenie razem z mężczyznami. Sztuka April de Angelis jest historią o czterech aktorkach okresu Restauracji Angielskiej, która staje się okazją do pokazania teatru jako miejsca odwiecznej walki o pozycję i godność

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Stworzenia sceniczne - Gazeta Lubuska, 21.11.2008.

"Stworzenia scenicznie" w reż. Roberta Czechowskiego w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Pisze Zdzisław Haczek w Gazecie Lubuskiej.

Kiedy Elżbieta Donimirska jako pani Betterton - z twarzą "na godzinę dwunastą" - wkracza na scenę, ciarki biegają po plecach.To jest nie tylko wejście aktorki Lubuskiego Teatru, która prezentuje szalenie ciekawą kreację. To wkroczenie kobiety w świat XVII-wiecznego elżbietańskiego teatru, do tej pory zarezerwowanego dla mężczyzn. To pierwszy stopień awansu, kiedy kobieta dotychczas traktowana na angielskiej scenie jako przerywnik krwawych widowisk z torturowanymi zwierzętami, podnosi kobiece aktorstwo do rangi sztuki.

Reżyser Robert Czechowski, po raz wtóry (wcześniej w Kaliszu) adaptując sztukę April de Angelis, zaprasza do teatru czasu Szekspira, pachnącego drewnem, palącą się świecą. Tu - pod pajęczyną - losy czterech "pierwszych gwiazd" ówczesnej sceny i ich garderobiany splatają się, by dać obraz tryumfu i przekleństwa aktorskiego zawodu. Nie wszystkim udaje się odciąć łatkę "dziwki" - koniec jest w rynsztoku. Inne pokona czas: starzejąca się aktorka jest nierentowna - nie przyciągnie gawiedzi, chłonnej jędrnych ciał.

I tu "Stworzenia sceniczne" dotykają zupełnie współczesnego problemu "wycierania" zmarszczek z masmediów. Zresztą całą sztukę można czytać, używając dzisiejszego kodu.

Role, gdzie zaciera się granica między sceniczną kreacją a rzeczywistością, pięknie wykorzystał cały żeński kwintet. W kreacjach Elżbiety Donimirskiej, Elżbiety Lisowskiej-Kopeć (wow!), Karoliny Honchery, Marty Artymiak i Anny Zdanowicz jest tyleż goryczy, smutku i wzruszenia, co porywającego entuzjazmu. Gwizd i ognisty irlandzki taniec, sabat wiedźm, erotyczny pojedynek - te sceny rozsadzają spektakl Czechowskiego. Ale też wielkim bohaterem sztuki - prócz muzyki Damiana Neogenna Lindnera - są kostiumy z pietyzmem wyczarowane przez Elżbietę Terlikowską. Te peruki, kryzy i suknie wieńczą dzieło.»

"Stworzenia scenicznie" - koncertowy popis pięciu aktorek na zielonogórskiej scenie" Zdzisław Haczek Gazeta Lubuska online/21.11.2008.

***********************************************************************************

Stworzenia sceniczne - Polska, 21.11.2008.

"Stworzenia sceniczne" w reż. Roberta Czechowskiego w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze. Pisze Paweł Tył w Polsce.

Doczekaliśmy się. Co prawda sezon teatralny rozpoczął się już w październiku, ale nową propozycje repertuarową możemy oglądać dopiero teraz. Mowa o "Stworzeniach scenicznych" Roberta Czechowskiego.

- Spektaklem Brytyjki, April de Angelis chcieliśmy zamknąć poprzedni sezon. Stroje, muzyka były już gotowe, ale ze względu na kłopoty z tłumaczeniem, pokazujemy sztukę dopiero teraz - tłumaczy Czechowski, który reżyseruje dzieło. "Stworzenia sceniczne" przenoszą nas w okres XVII-wiecznej, bezwzględnej Anglii. - Był to czas, w którym obowiązywał dekret królewski. Zabraniał kobietom m.in. gry w teatrze - mówi Czechowski.

Spektakl opowiada historię pięciu kobiet, które połączyło zamiłowanie do teatru. Każda z nich ma swoje troski, żadnej nie wiedzie się w życiu osobistym. Miejscem spotkań i zwierzeń staje się dla nich opuszczony budynek teatru. Od razu uwagę widza przykuwa scenografia. Mocno zdewastowane, zaciemnione pomieszczenie. Tylko gdzieniegdzie widać świece. Mnóstwo pajęczyn... Do tego należy dodać stroje stylizowane na epokę okresu elżbietańskiego.

Nie ma też żadnej głównej roli. Wszystkie kobiety są równorzędne. Wśród nich możemy oglądać nową, pozyskaną z Wrocławia- Elżbietę Lisowską-Kopeć. Lisowska, jako Doli Common stworzyła bardzo przekonującą rolę. Swoje smutki topi w alkoholu. Studzi zapędy swoich towarzyszek. Absurdy rzeczywistości kwituje przeraźliwym chichotem.

Pozostałe z pań również dają się zapamiętać. Aktorki nie stronią od pikantnego słownictwa, nie boją się obnażać typowej w owych czasach rozwiązłości obyczajowej.

Karolina Honchera przyciąga widza przede wszystkim swoją niezwykłą energią czy wreszcie panie Marschall i Farley - bezwzględne i wulgarne. Elżbieta Donimirska w kreacji Pani Betterton przypomina w gestach, mimice i wymowie postać, którą znamy już z poprzedniego przedstawienia. W "Wizycie starszej pani" podobnie zagrała Klarę Zachanassian. Aktorka jednak nadal pozostaje niezwykle przekonująca. Momentami jest nawet demoniczna - zwłaszcza w momencie, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest już stara i jej miejsce w teatrze niebawem zastąpią młodsze koleżanki.

"Stworzenia sceniczne" to sztuka o kobietach. Można powiedzieć, że niezwykle feministyczna. Jednocześnie to ciekawa lekcja historii, którą warto przeżyć.

Dodajmy jeszcze, że stworzenia sceniczne to określenie, które na stałe przylgnęło do kobiet, które w XVII-wiecznym Londynie uzyskały pozwolenie grania na scenie razem z mężczyznami.

Przedstawienie będzie można obejrzeć w tym miesiącu jeszcze osiem razy.

"Zatem niech grają kobiety" Paweł Tył Polska nr 268/17.11. 21-11-2008

***********************************************************************************

Stworzenia sceniczne - Gazeta Wyborcza, 22.11.2008.

Po zielonogórskiej premierze sztuki April de Angelis nie zapłaczemy nad złym losem pierwszych aktorek w historii teatru. Ale czegoś o istocie tej profesji się jednak dowiemy. "Stworzenia sceniczne" w reż. Roberta Czechowskiego w Teatrze Lubuskim w Zielonej Górze. Pisze Artur Łukasiewicz w Gazecie Wyborczej - Zielona Góra.

Zamierzchła historia teatru nowożytnej Europy przypomina dzieje rewolucji przemysłowej. Błyskotliwe sukcesy i fortuny mieszają się z pasmem bankructw. I w tych trybach ujmijmy jeszcze aktora. Jednego dnia ulubieńca dworów i tłumów, drugiego biedaka bez grosza przy duszy. Historia to fascynująca niczym podbój nowych kontynentów. Krwista, bezwzględna, ale i szlachetnie piękna.

"Stworzenia sceniczne" brytyjskiej pisarki April de Angelis sięgają akcją do korzeni teatru, kiedy w Anglii doby elżbietańskiej po raz pierwszy w spektaklach pojawiają się aktorki. Na początku określano je pogardliwie "stworzeniami scenicznymi". Nasze bohaterki poznajemy w oświetlonych świecami rampach sceny, przerobionej ze starej stodoły. - Przedtem były tu popisy niedźwiedzi - pamięta garderobiana Doll (gra ją Elżbieta Lisowska-Kopeć). Jest jeszcze żona właściciela teatru i przebrzmiała gwiazda sceny pani Betterton (Elżbieta Donimirska), dwie młode aktoreczki, utrzymanki arystokratów panie Farley i Marshall (Anna Zdanowicz, Marta Artymiak). Do drzwi teatru dobija się młodziutka ulicznica i sprzedawczyni ostryg Nell (Karolina Honchera). Teatr jest dla niej schronieniem przed życiem na ulicy i pospólstwem.

Teatr kobiet nie ma magii, jeśli już się pojawia, okazuje się złudą. To raczej walka o byt, o godność. Młodą aktorkę przed życiem w rynsztoku chroni łóżko króla, księcia i lorda. Do czasu. Pani Farley musi odejść, bo zaszła w ciążę. Pani Betterton ze względu na wiek. Nikt jej nie urządzi benefisu, a kto spamięta wielkie role u boku Otella i króla Leara? Odchodzi, znika. "Stworzenie sceniczne" nie zasługuje na dobrą pamięć. Jest tylko zabawką.

W zielonogórskim przedstawieniu aktorki grają niemal w ciemności, w ciepłym migotaniu świec. Mrok stwarza świat intymności, który wcale bohaterek do siebie nie zbliża. Do końca pozostaną wobec siebie wrogie, jak zaszczute zwierzęta. To teatr je ukształtował. Nauczył fałszu i udawania, zdrady, pogardy dla zwyczajności, uległości wobec silniejszych i schlebiania władzy. Ale uczynił przy tym je twardymi, walczącymi o swoje sprawy pazurami. Nauczył pewnej niezłomności, dystansu, umiejętności tłumienia uczuć, bycia nieznośnym i wybuchania jak wulkan.

Jest w przedstawieniu kilka fantastycznych scen, m.in. nauki gry aktorskiej z pomocą cyferblatu zegarka czy rzucania klątwy na kochanków i naigrywania się z nich. Jest znakomite balansowanie planów scenicznych: przenikanie się scen z brudnego życia w garderobie i tego namaszczonego szlachetną misją niesienia sztuki. Całość, choć zagrana z pasją przez aktorki, przez psychodeliczną oprawę światła i muzyki, przytłacza widza. W niektórych momentach nawet razi zbytnie sztuczne moralizatorstwo.

O ile pierwsze tego sezonu zielonogórskie przedstawienie nie porywa, chwilami nawet męczy, to potrafi w głowie zrobić dużo zamieszania. Przelatuje nam przed oczami historia teatru i całkiem dzisiejsza perspektywa feministyczna. I refleksja, czy scena kiedykolwiek była świętością. Była. Zwłaszcza tam, gdzie niedźwiedziom wybijano zęby i wyrywano pazury. I gdzie grały pierwsze aktorki.»

"Dzikie początki teatru" Artur Łukasiewicz Gazeta Wyborcza - Zielona Góra nr 273 22-11-2008

***********************************************************************************

Stworzenia sceniczne - Kurier Międzyrzecki, 11.02.2009.

Oglądając spektakl pod takim tytułem w Lubuskim Teatrze w Zielonej Górze, poczułam się jak w szekspirowskim The Globe w Londynie. Kto oglądał „Zakochanego Szekspira" wie, o czym piszę.

Bohaterkami „Stworzeń scenicznych" są kobiety - aktorki, którym królewski edykt umożliwił występy sceniczne. Pięć aktorek w różnym wieku, z różnym doświadczeniem teatralnym, toczy między sobą walkę o możliwość zaistnienia na deskach scenicznych.

Podziwiać należy kunszt aktorski pięciu zielonogórskich artystek: Elżbiety Lisowskiej-Kopeć, Karoliny Honchery, Elżbiety Donimirskiej, Marty Artymiak i Anny Zdanowicz. Stworzyły one wspaniałe, różnorodne i wiarygodne kreacje. Oryginalna scenografia i kostiumy Elżbiety Terlikowskiej; inspirująca muzyka Damiana Neogenna Lindnera - to dodatkowe atuty lubuskiego spektaklu. Przedstawienie wyreżyserował dyrektor teatru w Zielonej Górze, Robert Czechowski, nadając całości diamentowy szlif. Gorąco zachęcam międzyrzeczan do wizyty w Lubuskim Teatrze.

Anna Kuźmińska –Świder, Kurier Międzyrzecki nr 2/216

******************************************************************************************************************

Paweł Tył, Zatem niech grają kobiety, „Polska” nr 268/17.11.

Doczekaliśmy się. Co prawda sezon teatralny rozpoczął się już w październiku, ale nową propozycje repertuarową możemy oglądać dopiero teraz. Mowa o "Stworzeniach scenicznych" Roberta Czechowskiego. - Spektaklem Brytyjki, April de Angelis chcieliśmy zamknąć poprzedni sezon. Stroje, muzyka były już gotowe, ale ze względu na kłopoty z tłumaczeniem, pokazujemy sztukę dopiero teraz - tłumaczy Czechowski, który reżyseruje dzieło. "Stworzenia sceniczne" przenoszą nas w okres XVII-wiecznej, bezwzględnej Anglii. - Był to czas, w którym obowiązywał dekret królewski. Zabraniał kobietom m.in. gry w teatrze - mówi Czechowski. Spektakl opowiada historię pięciu kobiet, które połączyło zamiłowanie do teatru. Każda z nich ma swoje troski, żadnej nie wiedzie się w życiu osobistym. Miejscem spotkań i zwierzeń staje się dla nich opuszczony budynek teatru. Od razu uwagę widza przykuwa scenografia. Mocno zdewastowane, zaciemnione pomieszczenie. Tylko gdzieniegdzie widać świece. Mnóstwo pajęczyn... Do tego należy dodać stroje stylizowane na epokę okresu elżbietańskiego. Nie ma też żadnej głównej roli. Wszystkie kobiety są równorzędne. Wśród nich możemy oglądać nową, pozyskaną z Wrocławia- Elżbietę Lisowską-Kopeć. Lisowska, jako Doli Common stworzyła bardzo przekonującą rolę. Swoje smutki topi w alkoholu. Studzi zapędy swoich towarzyszek. Absurdy rzeczywistości kwituje przeraźliwym chichotem. Pozostałe z pań również dają się zapamiętać. Aktorki nie stronią od pikantnego słownictwa, nie boją się obnażać typowej w owych czasach rozwiązłości obyczajowej. Karolina Honchera przyciąga widza przede wszystkim swoją niezwykłą energią czy wreszcie panie Marschall i Farley - bezwzględne i wulgarne. Elżbieta Donimirska w kreacji Pani Betterton przypomina w gestach, mimice i wymowie postać, którą znamy już z poprzedniego przedstawienia. W "Wizycie starszej pani" podobnie zagrała Klarę Zachanassian. Aktorka jednak nadal pozostaje niezwykle przekonująca. Momentami jest nawet demoniczna - zwłaszcza w momencie, kiedy zdaje sobie sprawę z tego, że jest już stara i jej miejsce w teatrze niebawem zastąpią młodsze koleżanki. "Stworzenia sceniczne" to sztuka o kobietach. Można powiedzieć, że niezwykle feministyczna. Jednocześnie to ciekawa lekcja historii, którą warto przeżyć. Dodajmy jeszcze, że stworzenia sceniczne to określenie, które na stałe przylgnęło do kobiet, które w XVII-wiecznym Londynie uzyskały pozwolenie grania na scenie razem z mężczyznami. Przedstawienie będzie można obejrzeć w tym miesiącu jeszcze osiem razy. 21-11-2008

***********************************************************************************************************************

Katarzyna Czechowska, ... a z sukni posypały się liście..., Teatralia. Internetowy Magazyn Teatralny.

Miniony sezon Lubuski Teatr w Zielonej Górze zainaugurował wyjątkowym wydarzeniem - parabolicznym dramatem April de Angelis "Stworzenia sceniczne". Teatr został ukazany tu jako siedlisko zła i wylęgarnia grzechu - w tej przestrzeni rozegrano pięć równorzędnych historii. Zdarzyły się naprawdę, a wszystkie postaci faktycznie istniały - grały w teatrze Globe i kochały, zyskując sławę. Pomijając fakt, jak znakomity jest sam tekst - wskazuje bowiem na uniwersalny problem - oczekiwania widza spełnia również, utrzymany w klimacie elżbietańskiej Anglii, cały spektakl. Poruszana tematyka aż nadto przypomina dzisiejsze dylematy: zabójczy wyścig szczurów, który oślepia nawet bliskich sobie ludzi, finalnie powodując ich oddalenie od siebie i od moralności w ogóle. Ten ślepy pęd za pieniędzmi i pozycją nie kończy się zazwyczaj niczym konstruktywnym, gdyż jego siłą napędową nie są prawdziwe wartości. Wszystkie postaci przeżywają tu swoje wzloty i upadki. Na dyskretnie zasugerowane pytanie: czy lepiej żyć krótko, acz w sławie, czy prowadzić żywot długi, ale w cieniu, bohaterki dają aż zbyt klarowną odpowiedź, choć nie wprost. Owa szaleńcza gonitwa nie wiadomo za czym sprawia, że w ferworze chciwości depcze się najbliższych, wartości i zapomina o wzniosłych ideach. A czasem warto zwyczajnie przystanąć, zadając sobie kilka podstawowych pytań. Obserwujemy rozgrywający się w teatralnym środowisku, subtelnie zarysowany dramat. Przedstawieniu nadano kompozycję ramową: rozpoczyna się ono i kończy przywołaniem tytułu. "Stworzeniami scenicznymi" nazywano początkowo walczące niedźwiedzie, a nieco później pierwsze grające w teatrze kobiety. W którymś momencie uświadomiono sobie bowiem, że nie ma żadnej różnicy pomiędzy nimi: "Myśleli o was, jak o zwierzętach" - przypomni aktorka ze sceny. Ta zamknięta kompozycja sztuki wyzwala myśl, że niezależnie od tego, co dzieje się w tak zwanym międzyczasie i tak wraca się do punktu wyjścia. To jak błędne koło - życie, w którym toczy się człowiek... Niesamowity jest ów bijący ze sceny potencjał aktorski, który urzeka i czaruje. Zmysły mami również scenografia: rozpięte w wielu miejscach pajęczyny, blask starych świec i intymne światło sprawiają, że niemal czuje się zapach teatru elżbietańskiego. Świetne kreacje aktorskie wtajemniczają widza w klimat, jaki panuje w teatrze od strony kulis. Gromkie oklaski należą się przede wszystkim Elżbiecie Donimirskiej - to jej kolejna świetna i charakterystyczna rola. Aktorka potrafi tak wiarygodnie zbudować postać, że wierzy się w całą jej historię. Niezwykle interesująca jest jej twarz, która nie daje się do końca - zbyt łatwo - odczytać. Zapewnia to aktorce niesamowite możliwości, które ta zdaje się w pełni wykorzystywać. Postać Pani Betterton - starzejąca się z każdą rolą, ale nie wiekiem - jest niezwykła. Uwypuklenie historii poczciwej kobiety, której sensem życia stał się teatr, porusza. Każde przeżycie odtwarzanej postaci traktowała jak własne doświadczenie. Kończąc swą kwestię słowami Lady Makbeth, Pani Betterton zasugerowała początki swojego obłąkania. W tej roli Donimirska dominuje na tle innych aktorek - jest najbardziej dramatyczna a zarazem najprawdziwsza. Ze świadomie zbudowanym wzruszeniem i epatując autentyzmem, przekonuje, aż nadto uświadamiając trudne i często niewygodne prawdy. Wyrazy uznania należą się również Annie Zdanowicz odtwarzającej postać Pani Farley - słynnej niegdyś aktorki, która zdecydowała się urodzić dziecko jednego z wielu kochanków. Słynęła z oddawania się licznym - można było zrobić z nią dosłownie wszystko, za niewielką cenę. W zamian oczekiwała opowieści z teatru od jego bywalców. Stał się on bowiem jej najsilniejszym uzależnieniem. Bardzo ważne znaczenie ma tu metamorfoza tej postaci. Z religijnej kobiety, która w zastępstwie zmarłego ojca-kaznodziei snuje opowieści o Bogu i dobrym życiu, niepostrzeżenie zmienia się w bezwzględną dziwkę, gotową poświęcić absolutnie wszystko i każdego, by osiągnąć swój cel. Wyzwala początkowo sympatię, potem pogardę, nienawiść, aż po czystą litość. To dla aktorki prawdziwe wyzwanie - zawładnąć emocjami widzów niejednoznaczną postacią i swobodnie nimi żonglować. Charakterystyczna jest również rola Karoliny Honchery (Nell Gwyn) - pierwszej oficjalnej kochanki samego króla, który wypatrzył ją właśnie w teatrze i dla której - jako pierwszej - postawił pałac. Jedyną odwzajemnioną miłością Nell był teatr, choć trafiła do niego przypadkowo i prosto z ulicy. Nieokrzesana, prymitywna pasterka bez żadnych manier, gdy tymczasem "teatr musi zachować pewne standardy". Aktorki same siebie nazywały damami, choć często bliżej im było do dam do towarzystwa... Inna niż wszystkie jest scena tańca wiedźm - aktorek. Uwidacznia namiastkę szczęścia w cierpieniu, gdy zjednoczone w tańcu nienawiści kobiety zapominają o wzajemnych urazach. Ich ciała splatają się w kocich ruchach - delikatnie i cicho - choć wirują w tańcu. Dopiero łączący kobiety dramat jest w stanie przypomnieć im o jednoczącym je człowieczeństwie. Na tę jedną chwilę znikają wszelkie pretensje, ustaje rywalizacja, cichną złośliwości. Są tylko piękne kobiety spojone w dziwnym, szamańskim tańcu. Walorem tego przedstawienia jest także treść merytoryczna. Każdorazowo zaprasza bowiem do kontemplacji, do głębszej analizy siebie, świata i bliskich. Czy wartości wyrzucono do kubła nieczystości? Czy życie rzeczywiście jest burzą, z którą nie sposób się siłować? Warto zwrócić uwagę jak mocno wybrzmiewa przesłanie: "jesteś aktorką, a nie dziwką", które można łatwo sparafrazować: "jesteś kobietą... ". Wyjątkowy sens zyskuje w kontekście tej sztuki aforyzm Szekspira ukazujący człowieka jako aktora na scenie życia. Motyw ten każdego z osobna sytuuje w roli, której nikt nigdy nie pozna do końca. Wrzucony w świat musi zmierzyć się z nieznanym i niewidzialnym wrogiem - to jak wielka improwizacja. Życie - niczym nawałnica - wciąż zaskakuje; nie pozwala przyzwyczaić się do aktualnej roli, bo zaraz pojawia się następna, którą niespodziewanie i priorytetowo przychodzi odegrać. Jaki świat - taki teatr... We współczesnym teatrze wiele rzeczy zaskakuje: dzięki nowoczesnym kosmetykom nie widać już ścieżek, jakie niegdyś żłobiły łzy na twarzy aktorek, nie kapią też już świece (dzięki związanemu woskowi), a profesjonalne pajęczyny są najczęściej do kupienia w sprayu. Interpretacja "Stworzeń scenicznych", z naciskiem na tytułowe zwierzęta, to odwieczna gonitwa ku materialnym dobrom i dające się zauważyć zmiany, jakie następują w człowieku, który nagle wkracza w nieznane sobie środowisko. Zwłaszcza, jeśli jest to zepsute otoczenie wiele o sztuce mówiące, gdzie faktycznie Sztuka gra najmniejszą z ról. Szczególny klimat osiągnięto dzięki muzyce - spaja ona poszczególne elementy w znakomitą całość, budując przy tym niezwykłą atmosferę. Jej autorem jest Damian Neogenn Lindner, który ze szczególną dbałością kompiluje utwory, zawsze osiągając niewiarygodne rezultaty. Tworzona przez niego muzyka przeszywa, stanowiąc jeden z atutów spektakli, a nie jedynie wątle zarysowane tło. W spektaklu wyraźnie słychać fragmentarycznie zmodyfikowanego Vivaldiego, motywy celtyckie, jak również zróżnicowane instrumenty smyczkowe, a nade wszystko dominantę szkockiej kobzy. Są i wspaniałe kostiumy autorstwa Elżbiety Terlikowskiej - misterne i bajeczne suknie, jak i równorzędne kobiece role, z których każda na równi istotna. Choć opowieść osnuta jest wokół zamierzchłych czasów, niewiarygodnie oddaje klimat tych współczesnych. "Stworzenia sceniczne" to wzruszający spektakl, który skłania do refleksji. Każdego. 14 sierpnia 2009

***********************************************************************************************************************

Bartosz Krieger, wiadomości24.pl

Stworzenia sceniczne - o losach kobiety na scenie teatru"Stworzenia sceniczne" to wzruszająca, pełna emocji podróż do świata XVII-wiecznej Anglii, gdzie na deskach teatru po raz pierwszy pozwolono występować kobietom. Mimo odległości w czasie, sztuka porusza problemy tak bardzo nam współczesne. "Stworzenia sceniczne" to sztuka teatralna napisana przez współczesnaą badaczkę okresu elżbietańskiego - April de Angelis. Opowiada ona o losach pięciu kobiet, autentycznych postaci, które jako pierwsze mogły zgodnie z ówczesnym prawem występować na scenie. Sztuka w reżyserii Roberta Czechowskiego podejmuje niełatwy temat miejsca kobiety we współczesnym świecie, choć przecież sztuka osadzona jest w realiach XVII-wiecznej Anglii. Na scenie splatają się losy i historie pięciu pań w różnym wieku, różnego pochodzenia i o różnej przeszłości. Każda z nich gra rolę pierwszoplanową, co w realiach współczesnego teatru zdarza się niezwykle rzadko. Niebanalną rolę w całym przedstawieniu odgrywa tutaj sam jego tytuł, czyli „Stworzenia sceniczne”. Odkrywa on przed nami drogę, jaką musiały podążać kobiety w okresie szekspirowskim, aby z teatrów przypominających burdele stać się prawdziwymi, pełnoprawnymi aktorkami. Sztuka obrazuje nam poświęcenie i wyrzeczenia, do jakich zmuszone były kobiety, aby osiągnąć choć niewielki sceniczny sukces. Teatrem w czasach rzymskich nazywano miejsce, w którym organizowano walki lub popisy zwierząt, następnie w czasie rozkwitu sztuki scenicznej w Europie na deskach mogli występować wyłącznie mężczyźni. Później prawo to dano również kobietom, które na początku tej niełatwej drogi nazywano właśnie stworzeniami scenicznymi, na podobieństwo występujących wcześniej w teatrze zwierząt. Czy warto była podjąć takie wyzwanie? Na to już musi odpowiedzieć każdy z osobna. Każda z aktorek prezentuje inne zakończenie historii. Ważna jest walka czterech kobiet o godność, wolność i niezależność. Bohaterkom spektaklu w dużej mierze choć z niemałymi trudnościami udaje się osiągnąć te cele. Czy są one szczęśliwe z tego powodu? Nie do końca. Społeczeństwo na początku nie przyzwyczaiło się do kobiet w teatrze, otrzymana wolność i niezależność nie zawsze dają oczekiwaną satysfakcję, a niekiedy pozbawiają kobiety godności. Sztuka staje się momentami studium tragedii jednostki, pokazuje trud i wysiłek włożony w codzienną pracę na scenie i płynące z tego korzyści jak i straty. Stworzenia sceniczne" z pewnością nie są sztuką łatwą i jednowątkową; niczego nie da się w niej przewidzieć. Wszelkie próby (przynajmniej moje) spełzły na niczym. Przedstawienie cechuje duża doza dramaturgii i powagi, rzadko mamy okazję pośmiać się wraz ze „stworzeniami”. Sztuka zmusza nas do zastanowienia się nad jej treścią, nie odnosząc się do nas w sposób bezpośredni. Stworzenia sceniczne pokazują nam „coś” i tyle; wnioski zawsze wyciągnąć musimy my sami. Sceny są interesujące, kolejno tworzą rozwiązanie historii każdej z kobiet, w każdej scenie dowiadujemy się czegoś o nich. Stajemy się świadkami wydarzeń, które najprawdopodobniej w takiej samej postaci rozegrały się kilkaset lat temu. Przedstawieniu z pewnością uroku dodaje scenografia stworzona przez Elżbietę „Lalkę” Terlikowską, która jest też autorką kostiumów. Scena i kostiumy tworzą idealny kontrast. Ta pierwsza jest uboga i skromna, wykonana z prawdziwej stodoły, wzbogacona kilkoma gasnącymi świecami i jesiennymi liśćmi. Natomiast kostiumy pokazują nam przepych, piękno, dbałość o szczegóły i... współczucie dla kobiet noszących na sobie tyle niewygodnych ciuchów. Dopełnieniem scenografii i akcji na scenie jest muzyka. Ta po raz kolejny w wykonaniu Damiana Lindnera. Spodziewałem się czegoś innego, muzyki bardziej klimatem przypominającej tamte lata, a zza kurtyny usłyszałem mieszankę muzyki indyjskiej, irlandzkiej i współczesnej. Utwory trafnie komponowały się z tym, co działo się na scenie i za to dla D. Lindnera duży plus. Stało przed nim niełatwe zadanie. Z kreacji aktorskich zapadła mi w pamięć szczególnie Nell Gwyn grana przez Karolinę Honcherę dzięki umiejętności naturalnego zachowania się na scenie i pomysłowemu odegraniu swojej roli. Brawa należą się także Elżbiecie Lisowskiej-Kopeć, która wcieliła się w rolę opiekunki teatru i narratorki swojego życia z teatrem. Sztuka zrealizowana została bez rozmachu. Niełatwe zadanie stało przed reżyserem. Musiał stworzyć sztukę o sztuce, o ludziach i w dodatku osadzoną w odległych realiach. Właśnie przez ową odległość realiów przedstawienie nie należy do najłatwiejszych. Jednak między słowami wyczytać w niej można codzienność współczesnych kobiet.

walk_icon Wirtualny spacer