Repertuar

Siostrunie

Dan Goggin

Reżyseria: Jan Szurmiej

Premiera:

Czas trwania: 150 minut

Sprawdź terminy

Galeria

Trailer

Plakat

Szczegóły

Dowcipna roztańczona komedia z udziałem tytułowych siostrzyczek, które swoją grą, śpiewem i dowcipem starają się zdobyć pieniądze na… pogrzeb otrutych przez przypadek 52 zakonnic! Absurdalna sztuka i niebagatelne poczucie humoru. Czego można spodziewać się po siostrze Amnezji – Chodzącym nieszczęściu? Sztuka przetłumaczona na 21 języków odniosła ogromny sukces w kilkudziesięciu krajach świata.

Musical według DANA GOGGINA
Polska wersja libretta Janusz Delf
Opracowanie libretta Andrzej Ozga
Polskie wersje piosenek Andrzej Ozga
Reżyseria, inscenizacja, choreografia Jan Szurmiej
Scenografia Wojciech Jankowiak
Kostiumy Marta Hubka
Kierownictwo muzyczne Jarosław Babula
Przygotowanie wokalne Krzysztof Mroziński, Natasza Smirnowa
Asystent reżysera i choreografa Tatiana Kołodziejska
Asystent scenografa Damian Banasz

OBSADA ZAKON MAŁYCH SIÓSTR Z HOBOKEN – USA
Siostra Mary Regina – Matka Przełożona – Tatiana Kołodziejska
Siostra Mary Hubert – Opiekunka nowicjatu – Justyna Kokot, Beata Małecka
Siostra Mary Roberta Anna – Katechetka – Marta Frąckowiak, Joanna Wąż
Siostra Mary Leo – Nowicjuszka – Joanna Koc,
Siostra Mary Amnezja – Chodzące nieszczęście – Anna Haba, Marta Artymiak Czarnota
Siostra Mary Mary – Przedstawicielka Światowego Zakonu Małych Sióstr – Justyna Kokot, Beata Małecka
ZAKON MAŁYCH SIÓSTR Z ZIELONEJ GÓRY – POLAND
Siostra Maria Justyna, Beata – Justyna Kokot, Beata Małecka
Siostra Maria Marta, Joanna – Marta Frąckowiak, Joanna Wąż
Siostra Maria Joanna, Alicja – Joanna Koc, Alicja Stasiewicz
Siostra Maria Anna, Marta – Anna Haba,  Marta Artymiak Czarnota
Siostra Maria Romana – Romana Filipowska
Mistrz Ceremonii – Wojciech Romańczyk

Terminy


Obsada

Recenzje

Zakonnica z Brooklynu wącha dopalacze. Warto zobaczyć

Paulina Nodzyńska
Gazeta Wyborcza, 30.04.2013
Tytułowym "Siostruniom" z najnowszego spektaklu Teatru Lubuskiego daleko do porządnickich zakonnic. Tańczą, śpiewają, jeżdżą na rolkach, a nawet... wąchają dopalacze. Komedia muzyczna - oto spektakl, jakiego bez wątpienia brakowało w repertuarze zielonogórskiej sceny. Nareszcie aktorki mogły popisać się wokalnie. Nie zawiodły.
"Siostrunie" to spektakl absurdalny, łamiący wszelkie konwenanse i stereotypy. No bo jak: siostra zakonna wychowana na Brooklynie? Inna potrafiła rozbroić zamek w samochodzie w osiem sekund? Siostra kierująca najnowszym bmw? Śmigająca na rolkach? Dowcipkująca z pingwinów, arki Noego i Izraela? Pozdrawiająca krisznowców?Ale wkoło jest wesołoA może spotkaliście już kiedyś siostrę modelkę, występującą w "Sacra Fashion Show"? Ale na pewno nie widzieliście siostry wdychającej dopalacze, kulającej się ze śmiechu i otumanionej wizjami. "Ale wkoło jest wesoło" - mogłyby obrać za motto szalone podwładne Zakonu Małych Sióstr z amerykańskiego Hoboken. Nawet matka przełożona doznaje chwilowego olśnienia. - A jeśli na widowni są przykładne zakonnice w cywilu? - zastanawia się.
Już sam pretekst do wystawienia przez zakonnice przedstawienia wydaje się dość niedorzeczny. Oto wskutek kulinarnego błędu siostry Julii służebnice spożywają zupę z trującymi grzybkami w składzie. Ponad 50 mniszek umiera z głowami w talerzach. W dodatku zakonnicom zabrakło pieniędzy na pochówek dla wszystkich, bo siostra przełożona wydała część na... sprzęt DVD 2. Co robić? Kilka zmarłych sióstr czeka na pogrzeb w... lodówce. Przynajmniej do czasu, kiedy cudem ocalałe siostry nie zbiorą funduszy. A te ma zagwarantować samodzielnie przygotowany show.   Role stworzone Spektakl tętni energetyczną muzyką. Wszelką. Aktorki śpiewają piosenki w stylu gospel, jazz, country czy swing. I robią to - bez kurtuazji - znakomicie. Stanowczo za długo czekały na spektakl, w którym mogłyby popisać się wokalnie. Zupełnie zrozumiały wydaje się dylemat reżysera Jana Szurmieja, który po przesłuchaniach nie potrafił wybrać tych pięciu najlepszych. Wybrnął w ten sposób, że przygotował spektakl... z dwiema obsadami. Widz może więc trafić na wersję, w której jedne aktorki grają główne role, a reszta tło, albo tę, w której jest dokładnie odwrotnie. Musical nie dość, że jest świetnie zaśpiewany, to jeszcze pomyślnie zagrany. Mistrzowsko wypada Beata Małecka (prędzej rozpoznana jako "Żaba"). Jej humor, charakter, kabaretowe zacięcie i fenomenalny głos wprowadzają do spektaklu coś niezwykłego. Rola jakby stworzona dla "Żaby". Widać, że aktorka świetnie czuje swoją siostrę Hubertę. Wejścia tej postaci to jedna z mocniejszych stron spektaklu. Aż trudno uwierzyć, że "Żaba" nie jest profesjonalną aktorką po szkole. Doświadczenie i obycie ze sceną zdobywała w szeregach formacji kabaretowej Babeczki z Rodzynkiem. Mocno wyróżnia się też Anna Haba jako nieporadna i zagubiona siostra Amnezja. Aktorka porządnie wspiera spektakl głosowo i aktorsko. Jej popisowy numer z mapetem, w którym śpiewa fragment "Arii królowej nocy", wręcz chciałoby się uwiecznić, nagrać i odtwarzać w kółko. W spektaklu nie mogło zabraknąć choreografii, niesztampowej i pomysłowo urozmaiconej. Aktorki sprawnie radzą sobie z mniej i bardziej skomplikowanymi układami czy rytmiczną jazdą na rolkach, a nawet wieszaniem się na linach. Świetnie budują kontakt z widzem. Wchodzą w interakcję, zaczepiają, zagadują, angażują do wspólnych tańców. Spokojnie - nie nachalnie - wyciągania siłą na scenę nie ma. Tego typu komedii muzycznej w repertuarze Teatru Lubuskiego brakowało. Jak na miasto monoteatralne przystało, zielonogórska scena musi oferować komplet gatunków: od bajki, przez komedię i recital, po klasykę czy współczesne "pranie mózgu". Widz, który od teatru oczekuje rozrywki, niegłupiego i błyskotliwego żartu oraz atrakcyjnego show - dostał wyjątkowy prezent. Bo "Siostrunie" to spektakl z półki "koniecznie zobaczyć". ****************************************************************************************************************** Habit i rolki Zdzisław Haczek „Gazeta Lubuska”, 4 maja 2013   „Siostrunie”, najnowsza produkcja Lubuskiego Teatru, to rozrywkowa petarda. Tylko wstać i śpiewać z zakonnicami, jak w słynnym filmie „Blues Brothers”. Już początek zwiastuje, że reżyser Jan Szurmiej postanowił musical Dana Goggina - przebój amerykańskich scen, który miał premierę blisko 30 lat temu - lekko zaadaptować w zielonogórskich realiach. Pod szyldem „miasta partnerskie” widnieją nazwy i herby Zielonej Góry i Hoboken. Bo też mniszki z placówek Zakonu Małych Sióstr z obu tych miejscowości łączą siły, by zebrać pieniądze na pochówek ostatnich z 52 zakonnic, które opuściły ten świat po spożyciu trujących grzybów. Świetna filmowa sekwencja z siostrami padającymi twarzą w talerz to tylko zapowiedź dawki absurdu i pokładów czarnego humoru, który serwują „Siostrunie”. Bohaterki w habitach postanawiają zarobić pieniądze, ujawniając ukryte lub zapomniane (siostra Amnezja, której kiedyś na głowę spadł krzyż...) talenty artystyczne. A zatem reszta, a raczej podstawa zielonogórskiego spektaklu, to śpiew i taniec. Z komediowym przywołaniem kanonu pieśni kościelnych, ale też polskich hitów Maryli Rodowicz czy Czesława Niemena. Czegóż te zakonnice nie robią! Pląsają z marakasami, jeżdżą na rolkach, fruwają na linie dzwonu, tarzają się po ziemi (skutek zażycia dopalacza), po kabaretowemu wchodzą między widzów, strzelają dowcipami (niektóre już trochę „zużyte” przez internet, jak ten z wyliczanką pieśni do danej prędkości jazdy, np. 160 km/h - „U drzwi Twoich stoję Panie”). Co nie zmienia faktu, że „Siostrunie” to rozrywkowa petarda, gdzie wreszcie aktorki mogą dać estradowego czadu. Z punktowaniem artystek jest tu problem, bo spektakl ma niejako dwie obsady (w zależności od wersji panie z tzw. chórków wychodzą na plan pierwszy). Tak więc tylko fan musicalu będzie mógł sobie porównać kreacje Anny Haby i Marty Artymiak - Czarnoty, które wcielają się w „chodzące nieszczęście” siostrę Amnezję. Nie ma tego problemu z Tatianą Kołodziejską - gejzerem komicznego talentu w kreacji matki przełożonej. I z Beatą „Żabą” Małecką, znaną m.in. z kabaretowego składu Babeczki z Rodzynkiem - tu scenicznym objawieniem. Choć „Siostrunie” pokazują przedstawicielki zakonnego zgromadzenia z przymrużeniem oka, trudno uznać ten musical za wywrotowy (choć komuś może nie pasować na scenie już sam znak krzyża). Autorzy spektaklu patrzą na jego bohaterki dobrodusznie. Zakonnice ujawniają swe talenty (baletnica, artystka cyrkowa, gwiazda country...), ale przecież nie porzucają habitu. Odkrywają, że i tak mogą dać czadu na scenie. Tu blisko im do sióstr ożywionych estradowo przez Whoopi Goldberg w komedii „Zakonnica w przebraniu”. Jest w spektaklu J. Szurmieja trochę z filmów nieodżałowanego Federico Felliniego. Pokaz sacro-mody z kreacjami na podróż, do gaszenia pożarów czy na Winobranie, przywołuje skojarzenia z „Rzymem”. A odsłona z klaunami w habitach? Bohaterki z czerwonymi nosami nawet nie muszą żonglować. I tak można spaść z krzesła. Ze śmiechu.        
walk_icon Wirtualny spacer