Repertuar

Pływanie synchroniczne

David Drabek

Reżyseria: Braňo MAZÚCH

Premiera:

Czas trwania: 90 min

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

Reżyseria: Braňo MAZÚCH Premiera: 13 listopada 2009 Przekład: Krystyna Krauze Scenografia: Jan Polivka Kostiumy: Elżbieta Terlikowska Opracowanie muzyczne: Hanna Klepacka Choreografia: Iwona Pasińska Obsada: Filip – Piotr Lizak Kajetan – Marcin Wiśniewski Paweł – Przemysław Kosiński Edyta, głos Radka, Duch żołądka, Królowa mrocznych spisków, Pierwsza – Hanna Klepacka Małgorzata, Asystentka, Druga – Anna Chabowska Iwan, Szymon, Anioł, Trzecia – Dawid Rafalski Pani Magda – Elżbieta Donimirska / Tatiana Kołodziejska Wieśniak – Jerzy Kaczmarowski córka Magdy – Beata Małecka / syn Magdy – Miłosz Karbownik Kibice – Andrzej Der, Damian Andrałojć Gitarzysta- Filip Kałuża Sztuka czeskiego autora opisuje w sposób charakterystyczny dla naszych południowych sąsiadów, z dużą skłonnością do żartu i groteski, perypetie trójki przyjaciół. Niezwykłość ich polega na tym, że są to byli pływacy synchroniczni, ale nadal spotykają się na basenie, by pływać i rozmawiać o swoim pogmatwanym życiu. Autor pokazuje zagubienie ludzi, którzy pamiętają jeszcze poprzedni system, a teraz muszą sobie radzić w zupełnie nowych warunkach.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Pływanie synchroniczne - Gazeta Wyborcza, 23.11.2009.

"Pływanie synchroniczne" w reż. Brano Mazucha w Teatrze Lubuskim  w Zielonej Górze. Pisze Artur Łukasiewicz w Gazecie Wyborczej - Zielona Góra.

Bohaterów "Pływania synchronicznego" mierzi prasa brukowa i ogłupiająca telewizja. Co z tym zrobić? Jeden z nich woli zamienić się w wydrę. Wielu widzów po spektaklu w Teatrze Lubuskim też by tak chciało (...)

Trzech bohaterów "Pływania" przekroczyło trzydziestkę. Dojrzewali w tym samym liceum, zdążyli się jeszcze buntować przeciw komunie. Ich losy potoczyły się różnie. Przebojowy Kajetan (Marcin Wiśniewski) wiedzie niemal żywot celebryty, w telewizji prowadzi program "Dokopcie im". Paweł (Przemysław Kosiński) jest nauczycielem. Pije na umór, wścieka się, że ludzie tak łatwo zapomnieli o świństwach komuny. Terroryzuje rodzinę. Trzeci - Filip (Paweł Lizak) - wybrał emigracje wewnętrzną. - Nie chce chodzić jak w kieracie (...) Trójka przyjaciół spotyka się na basenie, gdzie trenuje dość egzotyczne pływanie synchroniczne. Wymachują nogami i rękami, układają "albatrosa" i inne figury. Basen ich łączy. Tu nie muszą niczego udawać, podlizywać się szefom. Mogą kląć i pić. Urządzać sobie psychologiczny striptiz. Symboliczna woda staje się ich żywiołem. Nieskrępowana rozkoszą. Tyle że Filipowi nagle zaczynają rosnąć błony pławne. Zaczyna się ruszać jak wydra. Przestaje mówić. Koledzy wcale nie dostrzegają w tym szaleństwa i surrealistycznego dowcipu. Normalny, przemyślany wybór, gdy chce się wracać do życia.

Przedstawienie słowacki reżyser nasycił typowym dla naszych południowych sąsiadów groteskowym i kabaretowym humorem. O rzeczach istotnych (...) trzeba mimo wszystko mówić z żartobliwą przekorą. Nie obrażać się na mieszczuchów, choć ma się ich serdecznie dość. Konwencji sprzyja scenografia - wanny, kafelki, prysznice. Na scenie dzieje się sporo. Mamy kapitalną scenę z teleturniejem, gdy prowadzący Marcin Wiśniewski wrzeszczy na ofiarę z widowni, która nie łapie prymitywnych dowcipów. Szalejącą Hannę Klepacką w sadomasochistycznym stroju. Czy wreszcie scenę zniknięcia jednego z bohaterów. "Wydra" po prostu wybrała wolność - i wpłynęła do stawu. I to jest najważniejsze przesłanie sztuki. Ucieczka też jest formą obrony.

"Pływanie synchroniczne" miewa i słabe momenty. Wprowadzenie dwóch kiboli Falubazu i Stali Gorzów, którzy mają się bić na oczach widzów, należy do repertuaru tanich chwytów. Zupełnie zbędnych, rażących sztucznością. Nie zmienia to jednak najważniejszego. Czeskie sztuki dobrze się ogląda. W zielonogórskim wydaniu zwłaszcza. "Żyć i pływać w wannie" Artur Łukasiewicz Gazeta Wyborcza - Zielona Góra nr 273 online

**************************************************************************************************************************

Joanna Marcinkowska, Nie atakujesz - nie żyjesz, Teatralia. Internetowy Magazyn Teatralny. Zielona Góra

Dzisiejsza rzeczywistość jest na tyle okrutna i nieprzyjazna, że każdy musi znaleźć sobie jakąś formę obrony przed nią. Szczególnie jest to dotkliwe, kiedy młodość spędzało się w innym systemie, a wraz z upływem lat trzeba się przystosować do nowej rzeczywistości, jak ma to miejsce u bohaterów "Pływania synchronicznego". Centralne miejsce sceny zajmują trzy wanny z prysznicem z tyłu, pod horyzontem, który tworzą rozsuwane ściany z kafelków. Wanny zamieniają się w pokój, miejsce telewizyjnego teleturnieju, a nawet w brzeg rzeki. Najważniejszym miejscem dla bohaterów jest basen - spotyka się tu trójka przyjaciół w średnim wieku. Są to byli pływacy synchroniczni, którzy nadal przychodzą tu, żeby odpocząć i wymienić się doświadczeniami. Każdy z nich wybrał własną drogę życiową i okazuje się, że są zupełnie różni, ale rozumieją się i nadal potrafią się dogadać oraz świetnie zgrać się w basenie, podczas ćwiczeń (piękne, plastyczne sceny, w której postacie mają białe stroje pływackie, a scena oblana jest niebieskim światłem). Spektakl w czeskiej reżyserii kolejny raz udowadnia, jak dobrymi obserwatorami są Czesi i jak niezwykłe mają wyczucie sceniczne. "Pływanie synchroniczne" wydaje się dziwne, utrzymane jest w klimacie onirycznym. To obraz mocny i bardzo prawdziwy - Kajetan (Marcin Wiśniewski), prowadzący telewizyjne show pełne przemocy, jest świadom absurdu swojej pracy i marzy o prawdziwej miłości (tu mamy Ducha Żołądka - Hannę Klepacką - o zniekształconym głosie, który wydobywa się z żołądka: miejsca zgromadzenia emocji). Paweł (Przemysław Kosiński) ma problemy w rodzinie - nie potrafi w niej funkcjonować i zaczyna pić. Najciekawszym bohaterem jest Filip (Piotr Lizak), który najpierw zaczyna mieszkać na basenie, żeby ostatecznie zamienić się w wydrę. Przez cały spektakl przechodzi on przemianę - najpierw zauważa zmianę w wyglądzie dłoni, ale jest to dla niego proces naturalny i świadomy, choć na początku nieco nieoczekiwany. Filip wybiera życie z dala od rzeczywistości, z dala od ludzi, z którymi kontaktu nie potrzebuje. Tworzy sobie enklawę psychiczną, żeby później znaleźć się po drugiej stronie, przekraczając jakby granicę własnej osobowości i wycofując się z chorego świata ludzi. "Pływanie synchroniczne" to niesamowicie zagrane, energetyczne i zaskakujące widowisko teatralne, które niepokoi, uderzając realizmem, niepokazywanym jednak wprost. Kiedy od Pawła odchodzi żona (genialna scena obiadu "rodzinnego" w wannie jako jadalni), a Kajetan ma coraz bardziej dosyć swojej absurdalnej, zdecydowanie przekraczającej granice dobrego smaku pracy, opierającej się na agresji i publicznym upokarzaniu ludzi, obydwoje pomagają Filipowi się uwolnić. Stoją potem nad rzeką i zaczyna do nich powoli docierać, dlaczego wybrał taki los. Na koniec spektaklu zostaje wykonana przez wszystkich aktorów piosenka, która podkreśla umowność teatru, ale też komentuje fabułę. Wcześniej ma miejsce przygotowanie do wykonania utworu - instrumenty na scenę wnoszą kobiety, wśród których znajduje się fenomenalny Dawid Rafalski w roli transwestyty. Niestety, dużym minusem tego spektaklu jest jedna scena, która kładzie wyraźny cień na jego uniwersalnej wymowie - jest to praktycznie niema scena pojedynku kibiców dwóch przeciwnych klubów żużlowych (z Zielonej Góry i Gorzowa Wielkopolskiego), która moim zdaniem jest tam zupełnie niepotrzebna, ponieważ nie pasuje do całości. "Pływanie synchroniczne" zapada w pamięć. Jest to spektakl niesamowicie aktualny, ukazujący beznadziejną walkę człowieka z systemem oraz samym sobą. Świat jawi się jako miejsce, w którym masową rozrywką jest przemoc, relacje międzyludzkie są kalekie, a najlepszym pomysłem na życie jest pójście za pierwotnym pragnieniem wolności i oddania się naturze. Większość ludzi zgadza się na panujący stan rzeczy, nie próbuje wyłamać się ze schematu i poddaje się synchronicznym ruchom, wykonywanym wraz z resztą społeczeństwa. Najskuteczniejszą bronią staje się przy tym agresja, na którą istnieje powszechne przyzwolenie. Wybrana z widowni (scena wyboru pozornego - każdy z publiczności losuje karteczkę z numerkiem, ale oczywiste jest, że zostanie wybrana aktorka) Pani Magda (Elżbieta Donimirska) traktowana jest przez prowadzącego Kajetana w sposób niemal skrajnie chamski, a ze strony widowni nie następuje żadna reakcja. Nikt oprócz jej córki (Beata Małecka) nie protestuje przeciw urządzaniu takiego widowiska, co z jednej strony jest umowne, z drugiej natomiast wspaniale diagnozuje obojętność społeczeństwa. Tak ma być - to jest przecież wyreżyserowane. Ale czy na pewno? 7 czerwca 2010

walk_icon Wirtualny spacer