Repertuar

Piaf

Pam Gems

Reżyseria: Jan Szurmiej

Premiera:

Czas trwania: 180 minut

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

Legenda francuskiej piosenki. Niezwykła kobieta i niezwykły głos. Jej biografia i twórczość fascynują do dziś nie tylko Francuzów. Jej życie pełne było porażek i sukcesów, awantur, nieszczęśliwej miłości i rozczarowań. Urodzona i wychowana w rynsztoku dotarła na sam szczyt, a drobną posturą i silnym głosem urzekała wszystkich. Zmarła zbyt wcześnie, pozostawiając po sobie nie tylko wspaniałe piosenki, ale i wiarę, że wszystko jest możliwe… O niej jest ten spektakl i o jej niesamowitym życiu.

Pam Gems
Przekład: Jerzy Zagórski
Tłumaczenie piosenek: Andrzej Ozga
Reżyseria, inscenizacja i choreografia: Jan Szurmiej
Scenografia: Wojciech Jankowiak
Kostiumy: Marta Hubka
Kierownictwo muzyczne, aranżacje: Andrzej Zarycki
Przygotowanie wokalne: Krzysztof Mroziński
Zdjęcia: Anna Szydłowska

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Połamana i piękna

Anna Haba nie podrabia Piaf. Śpiewa piosenki "Wróbelka Paryża" po swojemu. I po każdej zbiera brawa. Zasłużone.
Dobry pomysł miał reżyser Jan Szurmiej, by za zgodą autorki sztuki "Piaf" Pam Gems, piosenki z repertuaru francuskiej legendy przetłumaczyć. Zadania podjął się poeta Andrzej Ozga. Efekt? Śpiewane po polsku przez Annę Habę utwory nie są tylko muzycznym uatrakcyjnieniem spektaklu. Stają się filarem opowieści o kobiecie, której los pozwolił zamienić ulicę na apartament z siedmioma sypialniami. Nigdy nie uwolnił jednak od cierpienia. Śmierć kochanka, pokiereszowane usta po samochodowym wypadku, morfina, alkohol, gościec, upadki przy mikrofonie... Tragedia zdaje się przesycać repertuar artystki do tego stopnia, że można pokusić się o stwierdzenie, że Piaf nie śpiewa piosenek. Ona jest piosenką. "Piaf" trwa (z przerwą) ok. trzech godzin. Chwilami czujemy się jak na recitalu, bowiem Anna Haba, ale też Joanna Wąż jako Marlena Dietrich, Piotr Lizak jako Charles Aznavour czy Łukasz Kucharzewski jako Yves Montand, po każdym utworze dostają brawa od publiczności. Ale Anna Haba jako Piaf nie tylko zasługuje na owację za śpiewanie piosenek (po swojemu, bez próby mierzenia się z głosem legendy). Udanie wciela się w artystkę, może to brzmi paradoksalnie, ale tym lepiej wypada, im starszą od siebie postać gra. Zielonogórska Piaf połamana, jednocześnie kochająca i szorstka dla najbliższych, z gestem krzyża i dotknięciem podłogi przed każdym wyjściem na estradę, staje się nam bliska. I piękna w swym tragizmie. Finał z "Niczego nie żałuję" (Non, je ne regrette rien), kiedy cień zielonogórskiej aktorki zamienia się w prawdziwą Edith Piaf to majstersztyk, który wieńczy dzieło. "Połamana i piękna"
Zdzisław Haczek Gazeta Lubuska nr 301 30-12-2013
****************************************************************************************

Piaf nie żałuje niczego, my też

Piękny koniec i początek roku w zielonogórskim teatrze. Czapki z głów przed Anną Habą i jej Edith Piaf. Mieszkańcy mogą być dumni, że w mieście gra się takie rzeczy
Sięgając po burzliwą biografię Edith Piaf, Teatr Lubuski nie przeciera szlaków na polskiej scenie. Historię artystki opowiadały już m.in. teatry w Gorzowie, Radomiu, Łodzi, Warszawie. Zielonogórska scena wykorzystuje gotowy i sprawdzony przepis na hit. Nie po raz pierwszy także Jan Szurmiej reżyseruje "Piaf" na podstawie tekstu angielskiej dramatopisarki Pam Gems. Sukces spektaklu wydawał się więc pewny.
******************************************
"Nawet nie staram się jej podrabiać"
Gwarancję sukcesu, akurat w tym przypadku, zapewnić musi tytułowa wykonawczyni. Dla Anny Haby była to pierwsza w karierze tak duża rola. Wcześniej wypadała bardzo obiecująco m.in. w "Tektonice uczuć". Na wybuch talentu musieliśmy jednak czekać aż do "Piaf".
Aktorka musi być już zmęczona odmienianym przez wszystkie przypadki słowem "wyzwanie". Równie często padało też określenie "presja". Wcielenie się w posiadaczkę jednego z najgenialniejszych głosów świata zobowiązuje. Skłania widzów, do nawet podświadomych, porównań. Anna Haba jeszcze przed premierą wyjaśniała: - Wiem, że nigdy nie będę śpiewać tak jak ona. Nawet nie staram się jej podrabiać. Naśladuję jej charakterystyczne gesty, ale nie staram się nią być. Ja tylko opowiadam jej historię - mówiła.
Haba dokonała jednak czegoś dużo więcej. Stworzyła głębszy portret Edith Piaf. Kobietę pełną sprzeczności, rozchwianą. Obserwujemy Piaf skłonną do ulotnych romansów, chwiejną, bezczelną i serdeczną, pełną lęków i obaw, roześmianą, zagubioną i samotną. Utalentowaną nadzwyczajnie. Nieprzewidywalną awanturnicę, szukającą ukojenia w alkoholu i morfinie. Niespodziewanie fukającą na otoczenie, traktującą bliskich antypatycznie, choć posiadającą hipnotyczną siłę przyciągania ich do siebie.**************   "Nie, niczego nie żałuję" ***************************************************** ************* ***Dostajemy przekrój życia Piaf w pigułce, od początków jej kariery, przez występy w Ameryce, aż po nieuleczalną chorobę. Haba gra dojrzale, bardzo świadomie. Co ciekawe, jeszcze bardziej wierzymy jej, gdy jest już tą Piaf u schyłku życia, schorowaną, poruszającą się z trudem, zmagającą z bólem. Świetnie interpretuje piosenki (przez cały spektakl śpiewa ich 13). Chwilami aż trudno uwierzyć, że z filigranowej osoby wydobywa się tak potężny, czysty głos. Mają więc z "Wróbelkiem" coś wspólnego. Ale "Piaf" to nie tylko Anna Haba. Wyrazistych postaci nie brak. Na uwagę zasługuje epizod Joanny Wąż w roli Marleny Dietrich i scena mentorskiej rozmowy doświadczonej już w scenicznych bojach Niemki z pełną wątpliwości, debiutującą za oceanem Francuzką. Aktorzy grają w oszczędnej scenografii, w wielu scenach są oświetlani jedynie strugą światła. Trudno tu o lepsze rozwiązanie. Ze szlachetną prostotą kojarzy się sama Piaf, a widz ma szansę skupić swoją uwagę jedynie na grze aktorów, tekście i opowieści. Podczas spektaklu myślimy o prawdziwej Piaf. Nie możemy się doczekać chwili, gdy po powrocie do domu usłyszymy jej oryginalne nagrania. Reżyser chyba to przewiduje i w finalnej scenie spektaklu pokazuje pieśniarkę na olbrzymim telebimie. Nie bez powodu rozbrzmiewa właśnie słynne "Non, je ne regrette rien". Po tym spektaklu wytrawni wielbicieli i znawcy Piaf jeszcze inaczej przeżyją jedyne na świecie "Nie, niczego nie żałuję". Jakieś wady spektaklu? Jeden - podkłady muzyczne. Haba śpiewa cudownie, ale chwilami czar pryska, gdy z głośników rozlegają się sztuczne dźwięki, brzmiące jak "linia melodyczna" z "Szansy na sukces" albo jak podkład do karaoke. Naturalnie rozumiem, że umieszczenie na scenie muzyków grających na żywo wiąże się z dodatkowymi kosztami i niemałym utrudnieniem logistycznym. Gdyby tak się jednak stało, spektakl byłby kompletny.  
Paulina Nodzyńska
Gazeta Wyborcza Zielona Góra
3.01.2014 r. paulina.nodzynska@zielona.agora.pl
walk_icon Wirtualny spacer