Repertuar

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu

Eric Emmanuel Schmitt

Reżyseria: Zbigniew Najmoła

Premiera:

Czas trwania: 90 min

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

„Pan Ibrahim i kwiaty Koranu” Eric Emmanuel Schmitt

Reżyseria: Zbigniew Najmoła

Prapremiera polska: 2 października 2010

Obsada
Janusz Młyński

Wzruszająca historia żydowskiego chłopca o imieniu Momo, który porzucony przez ojca wychowany zostaje przez właściciela niewielkiego sklepu, tytułowego pana Ibrahima. Przyjaźń między półsierotą a starym muzułmaninem rozkwita niczym kwiat, a księga Koranu, która dla kupca jest najważniejszą rzeczą w życiu, staje się dla chłopca drogowskazem. Szacunek jakiego uczy się Momo w stosunku do drugiego człowieka i każdej z religii jest pełen uroku i dziecięcej niewinności, którą tak łatwo gubimy na co dzień.

Siła przypowieści tkwi w prostym, choć nie dla wszystkich oczywistym przesłaniu: nie jesteś skazany na swój los, możesz świadomie wpływać na swoje życie. To, czy jesteś szczęśliwy, zależy przede wszystkim od ciebie.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Pan Ibrahim i kwiaty Koranu - Gazeta Wyborcza, 11.10.2010.

Dobrze, że Janusz Młyński na dobre wrócił na teatralną scenę i wziął rozbrat z chałturami reklamowymi. Jego pan Ibrahim jest ciepły, mądry i niepretensjonalny. Premiera w Teatrze Lubuskim ma szansę stać się przebojem tego sezonu. Bardzo prawdopodobne, bo "Pan Ibrahim i kwiaty Koranu" Erica-Emmanuela Schmitta święcą w kraju wydawnicze triumfy, w czym pomogła wydatnie wcześniejsza ekranizacja filmowa François Dupeyrona. Francuski reżyser obsadził w głównej roli samego Omara Sharifa. W zielonogórskiej adaptacji wszystkie postaci dramatu wziął na siebie jeden aktor Janusz Młyński. Śmiały, wręcz ryzykowny ruch, redukujący obsadę sztuki do jednego autora, nie przyniósł jej szkody. W czym zasługa reżysera i Młyńskiego, który gdyby miał wpisywać w dossier swoje główne osiągnięcia, pan Ibrahim powinien znaleźć się na pierwszym miejscu, zaraz po Henryku w "Ślubie" Gombrowicza czy rolach w "Opowieści o zwyczajnym szaleństwie" Petra Zelenki. Rzecz, jak to ma w zwyczaju francuski dramaturg, jest uniwersalną opowiastką filozoficzną, choć dzieje się w latach 60. na przedmieściach ogarniętego rasizmem Paryża. Do całodobowego sklepu "Araba" Ibrahima (choć to w rzeczywistości turecki muzułmanin) zagląda Mojżesz, 11-letni żydowski chłopiec, którego ojciec cudem ocalał z Holocaustu. Ibrahim weźmie Momo, bo tak go nazywa, pod opiekę, gdy ojciec chłopca rzuci się pod pociąg. Momo żyje wśród prostytutek, uczy się kraść, żeby przeżyć, oszukiwać urzędniczki z opieki społecznej. Dla niego Ibrahim jest dziwolągiem, człowiekiem z podejrzanego świata, w którym, by nie spaść na dno, trzeba sprytu i wyrachowania. Między nimi rodzi się zaufanie. Stopniowo pęka ściana dystansu. O dziwo, stary muzułmanin nie uczy chłopca cwaniactwa, lecz szlachetności, pozbycia się nienawiści do otoczenia, pretensji to ojca i matki, która go opuściła. Potrafi pokazać wiarę żarliwą, ale wyśmiać religijne przesądy, złagodzić rodzinne dramaty, niedostatek, wyszydzić bezduszną administrację. Wykluczyć niechęć. Momo przyjmuje to z początku jako dziwactwo "Araba". Odkrywa, że jego wyrozumiałość ma sens, pomaga, a nie utrudnia wejścia w dorosłość. Razem wypuszczają się w podróż życia Ibrahima na egzotyczne południe Europy, do mateczników mewlewitów. Momo patrzy na tańczących w kółko derwiszów, recytujących mądrości Dżalaluddina Rumiego. - Ciało duszy, dusza ciału nie są obce, lecz nie ujrzy nikt obrazu swojej duszy - sączą mu do ucha. Ibrahim w podróży ginie w wypadku. Był na to przygotowany, wiedział i czuł, że koniec jest blisko zgodnie z filozofią Kubusia Fatalisty "wszystko jest napisane w górze". Wcześniej zapisał spadek Momo. Chłopak przejął sklep, ożenił się, miał dzieci. Na ulicy "17 rue Bleue", choć wcale nie niebieskiej, nie przestano mówić: idę na zakupy do "Araba". Janusz Młyński gra ciekawie, nie jednostronnie. Wykluczył niepotrzebny sentymentalny patos, serialową łzawość. Unika dydaktycznych mielizn. Wybrał model szepczącego narratora z audycji dla nocnych marków. Stopniowo buduje emocje, świetnie przeplata je anegdotami z życia imigrantów. Udaje mu się stworzyć klimat bliskości z bohaterami. Choć życiowi outsiderzy, jakimi są pan Ibrahim i Momo, zwykli budzić co najwyżej życzliwe politowanie. Bohaterowie Młyńskiego nie budzą jedynie sympatii, bo takie uczucie zwykle towarzyszy odczuciom z kina familijnego. Za sprawą aktora podpowiadają, że nie warto ulegać stadnym instynktom, żyć w męczącej duchocie, wszechpotężnej władzy, dać się wciągnąć w wykańczającą walkę o byt. A to się zdarza nie tylko na obrzeżach Paryża, także gdziekolwiek, i w Zielonej Górze. Dlaczego nie? Artur Łukasiewicz, Gazeta Wyborcza, 2010-10-11
walk_icon Wirtualny spacer