Repertuar

Kaspar Hauser

J. Wassermann

Reżyseria: Robert Czechowski

Premiera:

Czas trwania: 100 minut

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

KASPAR HAUSER według utworu J. Wassermanna w adaptacji S. Batyry i J. Holewińskiej Opieka reżyserska: Robert Czechowski Kostiumy oraz aranżacja przestrzeni: Elżbieta Terlikowska Kostiumy: Elżbieta Terlikowska Opracowanie muzyczne: Damian Neogenn Lindner Światło: Piotr Pawlik Ruch sceniczny: Julian Hasiej Obsada: Kaspar Hauser – Dawid Rafalski (gościnnie) Dziennikarka – Magdalena BOCHAN Daumer – Marek SITARSKI Profesor – Ryszard FARON Profesorowa – Anna CHABOWSKA Pani Behold – Elżbieta DONIMIRSKA Córka Pani Behold – Olga PASZKOWSKA Burmistrz – Jerzy KACZMAROWSKI Lord Stanhope – Janusz MŁYŃSKI Magister – Ernest NITA Proboszcz – Tomasz CIACHOROWSKI Diagnostyk – Radosław CHABOWSKI Fizjoterapeutka – Marta FRĄCKOWIAK Radiofarmaceutka -Karolina HONCHERA Masażysta – Robert GULACZYK Laborant – Przemysław KOSIŃSKI Posłaniec – Piotr LIZAK Odświeżona, wzbogacona o współczesne realia, wersja znanej powieści Jakoba Wassermana, odwołująca się do jednej z tajemnic pierwszej połowy XIX wieku. Casus Kaspara Hausera jest najsłynniejszym przypadkiem człowieka wychowanego w odosobnieniu. Gdy pojawia się pewnego dnia na rynku w miasteczku N. nie umie mówić, chodzić ani jeść po ludzku. W ręce trzyma list, z którego wynika, że całe życie spędził w lochu, o chlebie i wodzie. Nie zna świata ani ludzi. Od tego momentu rozpoczyna się proces oswajania dzikości i przywracania Kaspara do społeczeństwa. W czasie którego ujawniają się wszystkie słabości i zagrożenia współczesnego świata. Tragiczny bohater nie umie jednak odnaleźć się w kulturze, ale nie potrafi też i nie chce już słuchać jedynie swego wyostrzonego instynktu. W każdym z nas jest coś z takiego podrzutka.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Nie zabijać kolorowych ptaków!

Kaspar Hauser - Portal Internetowy Gazety Lubuskiej, 27.03.2009. Na zielonogórskiej scenie narodził się tajemniczy Kaspar Hauser - zbyt kłopotliwy ze swoją wrażliwością dla świata, by ten mógł pozwolić mu żyć. Narodził się też spektakl, który poraża swoją filmowością, choreografią, pomysłowym gestem... Pozwólmy mu żyć! Jak się nazywasz? Jak masz na imię? Ile masz lat? Kim jest twoja matka? Kim jest twój ojciec? - takimi pytaniami dręczony jest 17-letni Kaspar Hauser, gdy pojawia się znikąd. Społeczność, której nagle zburzył spokój, jest zafascynowana tą młodą, nieskażoną istotą, która prawie nie umie mówić. Jaki potwór więził chłopca w izolacji od świata? Kto skazał go na dorastanie bez kontaktu z innymi ludźmi? Nie, "Kaspar Hauser? w Lubuskim Teatrze nie jest kryminałem czy inną sensacją. I nie powyższe pytania są sednem sztuki. Choć bohater jest postacią autentyczną: 26 maja 1828 r. faktycznie pojawił się na ulicach Norymbergii, a został zamordowany pięć lat później. Choć jeszcze kilka lat temu, za pomocą badań DNA, sprawdzano, czy "sierota Europy?, bo tak sensacyjnie go ochrzczono, nie był spokrewniony z księciem Badenii... "Kaspar Hauser? na zielonogórskiej scenie jest tak ponadczasowy, jak wymyka się epoce lokalizacja szpitala, w której społeczność próbuje "hodować? Kaspara na swój obraz i podobieństwo. Chłopiec - "dziecko natury? - to wznosi ramiona naśladując lekarza, to księdza. Nawracany, badany, kuszony, uwodzony, pożądany, niemal gwałcony, tresowany - ma stać się człowiekiem, nieodrodnym przedstawicielem stada. Ale ufny, nadwrażliwy Kaspar nie chce krakać jak inni. Na każdy odruch bliskości, również tej fizycznej, reaguje przejmującym: "Mama??. Bo tak doskonale wyposażony w szereg doktryn świat nie może dać mu jednego - zaspokoić podstawowej dziecięcej tęsknoty. Pyta więc zielonogórski "Kaspar Hauser? o to, co nas czyni człowiekiem. Nazwisko? Imię? Wiek? Pyta o granice własnej wolności w społeczeństwie. I obnaża system uszczęśliwiania na siłę... A wszystko w formie gigantycznego teledysku, gdzie burmistrz, profesor, lekarz, duchowny, nauczyciel, zastęp pielęgniarzy nagle rusza w szalone tany w rytmie "The Banana Song? - jednego z przebojów ze ścieżki dźwiękowej komedii Tima Burtona - "Sok z żuka?. Jeśli już jesteśmy przy Burtonie, to już tylko skok - co podpowiada zresztą odpowiedzialny za muzykę Damian Neogenn Lindner - do "Edwarda Nożycorękiego? - innego odrzuconego nadwrażliwca. Ale w zalęknionym, niepewnym Kasparze w kreacji Dawida Rafalskiego jest też coś z delikatnego "Ptaśka?, szykującego się do lotu w zakłamanym świecie. Poraża i unosi zielonogórski "Kaspar Hauser? swoją filmowością. W powtarzalności pewnych gestów, w tym wypełzaniu przedstawicieli społeczeństwa (ubranych przez Elżbietę Terlikowską) na scenę, by tu albo oddawać się a to radosnej degeneracji, albo biciu w piersi, są jakieś echa "Tanga? mistrza animacji Rybczyńskiego. Całość składa się z pomysłowych perełek. Dwie pielęgniarki, śpiewając Kasparowi kołysankę, wymieniają się kosmetycznymi nowinkami. Dają chłopcu tylko sztuczną, "obowiązkową? namiastkę ciepła, które w świecie botoksu i kolagenu staje się czymś coraz bardziej odległym, obcym. Duszpasterz dźwiga drabinę, by albo się na niej samopoliczkować, albo wspinać na jej szczyt, żeby będąc bliżej Boga, górować nad pozostałymi. Pielęgniarz sunący w procesji wdeptuje w g... Z takich pomysłów, gestów, wdzięcznie wygranych przez 17 aktorów, pod dyktando odpowiedzialnego za ruch Juliana Hasieja, składa się spektakl. Z tym dyktandem nie można jednak przesadzać. - Reżyseria zbiorowa! - podkreśla dyrektor LT Robert Czechowski, wyjaśniając, że przedstawienia nie dał rady z przyczyn osobistych wyreżyserować pomysłodawca Sławomir Batyra (z Julią Holewińską autor adaptacji). Rzecz pod opieką R. Czechowskiego cały czas się rozwija dzięki inwencji wszystkich zaangażowanych w nie osób - armii aktorów przede wszystkim. Czyli spektakl żyje. Niewykluczone, że za kilka tygodni zobaczymy na scenie innego Kaspara Hausera. Moment, kiedy nagi odchodzi ze świata, pewnie będzie jednak tak samo przejmujący. Podobnie jak finałowy krzyk Pani Behold (Elżbieta Donimirska), która była szczęśliwa, ale będąc poza swoim ciałem. W doczesnym piekle szczęście jest niemożliwe. "Kaspar Hauser? - prawdopodobnie najlepszy dotychczas spektakl w kadencji obecnego dyrektora Lubuskiego Teatru Roberta Czechowskiego. Zdzisław Haczek Portal internetowy Gazety Lubuskiej

Za granicą ciała

Kaspar Hauser - Teatralia, 27.04.2009.   Jak się nazywasz? Kto jest twoim ojcem, kto matką? Na zaciemnionej scenie postać w białym fartuchu zadaje pytania drugiej, ubranej w szpitalną koszulę. Tyka zegar. Kaspar Hauser - pada z trudem wyartykułowana odpowiedź. To bohater wieczoru, którego sensacyjne losy dziś na pewno świetnie by się sprzedały. Przetrzymywany niemal całe dzieciństwo w piwnicy przez nieznanego oprawcę, być może z powodów politycznych. Autentyczna historia z początku XIX wieku na deskach Lubuskiego Teatru w Zielonej Górze znalazła się za pośrednictwem książki Jakoba Wassermanna.   Na scenie gabinet ginekologiczno-dentystyczno-internistyczny. Odpowiednie "meble", a w tle wiszące na ścianie szpitalne łóżka. Kaspara trzeba zbadać - w powieści nacisk pada na duszę, w teatrze - na fizyczność. Otaczający go ludzie rozbierają i ubierają jego ciało, molestują je i ranią. Dawid Rafalski w tytułowej roli jest miękki, uległy. W momentach aktywności brakuje mu charyzmy, nie pamiętam, co krzyczy, nuży, kiedy się miota. Najwyraźniejsza okazuje się jego niema obecność. Gdy śpi, nie wie, co ze sobą począć, poddaje się innym. Hauser jako cud nieskażony jeszcze światem jest drażniąco kuszący przez chwilę. Później musi wyrecytować wiersz, coś zrobić. Gdy zostanie zaatakowany, tym lepiej. Wtedy dziennikarka może przeprowadzić wywiad z burmistrzem i podniecić obywateli wzmianką o politycznym układzie. Dla widza Kaspar jest tylko jedną z atrakcji przewijającego się przez scenę wieloosobowego popkulturowego cyrku (peruki, szczudła, fantazyjne stroje). Trudno go czasem znaleźć w barwnej mieszaninie. Nie czuje się dla niego współczucia, raczej litość. Postać Hausera nie wystarcza do zbudowania dramatu, ale utopienie jej w wizualnym bogactwie ma swój sens, mimo że chaos w pierwszej części spektaklu jest przytłaczający. Gdzieś gubi się rytm. Muzyka, duża liczba osób na scenie, dużo ruchu. Brakuje ciszy, wybrzmienia słów, które giną zagłuszone obrazem. Plastyczna oprawa, złączona zresztą w wysmakowany sposób tonacją barwną, światłem, mimo iż podyktowana teatralnymi modami, jest spójna z wymową spektaklu. Muzyczny miszmasz to trochę za dużo, zatraca się porządek scen, tempo przebiegu całości, jedność dzieła. Czuję się jak Hauser, który opuścił bezpieczną piwnicę i cierpi od nadmiaru wrażeń. Pojawiają się sceny równoległe do historii Kaspara, prowadzące wątek naszych cielesnych obsesji: odchudzanie, walka z cellulitem i zmarszczkami. Duża część zadań aktorskich wymaga użycia ciała, a nie wszyscy radzą sobie z tym tak samo dobrze. Wątek fizyczności jest pełen erotyzmu, ale też śmieszności, niestety nie zawsze, z winy aktorów, wykorzystanej. Na tym tle świetnie wypadają duety męsko-damskie z Elżbietą Donimirską, groteskowo cierpiącą Panią Behold. Słowa są mniej ekspansywne, gdzieś obok. Niewielu aktorów potrafi skupić na nich uwagę widza. W pamięć zapada kilka zaledwie dialogów, m.in. scena, w której nauczyciel (Ernest Nita) stara się wydobyć z Hausera "prawdę". Spektakl biegnie dwoma torami: duszy i ciała, oba zbliżają się do odkrycia tożsamości głównego bohatera na granicy wnętrza i otaczającego świata, w którym żyć znacznie trudniej niż w ciemnym więzieniu. Szkoda, że nie zmierzają one w bardziej zdyscyplinowany sposób ku końcowi. Zawieszenie, czekanie Hausera jest pełne napięcia. W filmie Herzoga opartym na tych samych wydarzeniach mieliśmy sielski krajobraz, tu szalony szpital, ale wiadomo, że Kaspar jest skazany przez swoje niedostosowanie do rzeczywistości na szybki koniec. Nikt nigdy go nie pozna, a co ważniejsze - on nie znajdzie odpowiedzi na swoje pytania. Nie bardzo wie, co ze sobą zrobić... Słyszy, że coś, na co czeka, coś się wreszcie wydarzy za rok, jutro... Umiera, nic się nie dzieje, nie to, czego on chce. Jutro już go nie ma. Kaspar to ktoś, kto szuka dopiero swojego miejsca. Poddaje się innym lub buntuje przeciwko światu, kierowany przez zewnętrzne siły. Poszukiwanie matki: źródła i domu, nie kończy się nigdy. Jego wołanie jest pytaniem o pochodzenie i szukaniem schronienia. Kobietę, która oddaje mu się, nazywa matką: ona nie będzie jednak jego domem, nie schowa się w jej ciele, jest sam. Śmierć Kaspara to odejście nagiego człowieka, bez kostiumu, symbolu maski i mody, fałszu naszej zewnętrzności. Dobrze, że to nie ostatnia scena, bo zrobiłoby się banalnie. Pojawia się łóżko, na nim kobieta, obok masażysta. Jego magiczne zabiegi mają dać jej szczęście. "Jestem szczęśliwa" - ni to stwierdzenie, ni to pytanie, wyrzucone ochrypłym głosem, to ostatnie słowa spektaklu. Świat odkrywany przez Hausera wcale mu się nie podoba. Każdy próbuje coś z nim zrobić. Wtłoczyć w niego wartości i przekonania z pozycji siły, sztucznie wspomaganego autorytetu (Proboszcz na drabinie), wykorzystać dla swoich celów, nawet zgwałcić. Kaspar nie potrafi rozróżnić prawdy od kłamstwa. Pijacka orgia sąsiaduje z fałszywym grupowym wyznaniem winy. Jest bezbronny i zagubiony. Ze sceny sączy się pesymistyczna wizja. Zestawienie cudu życia z groteskowym, ale niebezpiecznym obliczem świata. Niedostatki aktorskie i chaos na scenie rekompensują mocne obrazy. Ich przewaga nad słowem, dominacja ciała to nasza rzeczywistość. Taniec, trening, odchudzanie, masowanie, joga - współczesne obrzędy oswajające ciało, próby osiągnięcia jedności i spokoju. Próbujemy je opanować, zdobyć władzę nad cząstką naszego istnienia. Czy to rzeczywiście prowadzi nas troszkę bliżej ku tajemnicy? Na pewno śmierć przywróci nam ciało, ale czy obdarzy wiedzą? Tyka zegar, ale znowu nie dane nam będzie posłuchać ciszy, za szybko rozlegają się oklaski.   Magdalena Kostuś Teatralia 27 kwietnia 2009
walk_icon Wirtualny spacer