Repertuar

Jak zjadłem psa

Jewginij Griszkowiec

Reżyseria: Michał Siegoczyński

Premiera:

Czas trwania: 45 min

Sprawdź terminy

Plakat

Szczegóły

Przekład: Irena Lewandowska Występuje: Marek Sitarski Historia młodego człowieka i jego pobytu w rosyjskiej marynarce wojennej. W czasie trzech lat, które spędził na statku wiele się wydarzyło, spotkało go kilka przygód, a opowieść o nich jest pretekstem do przedstawienia własnych przemyśleń, refleksji, bolączek. Po powrocie do domu okazało się, że dom już nie jest tym domem, który zostawił wyjeżdżając na służbę, on sam jest innym człowiekiem, więc de facto zaczyna życie od początku. Tekst Jewgienija Griszkowca bogaty jest w akcenty humorystyczne, chociażby takie jak przygoda zjedzenia psa przyrządzonego przez kolegę Koreańczyka. Marek Sitarski za monodram „Jak zjadłem psa” otrzymał I nagrodę w Teatrze Stara Prochoffnia w Warszawie, II nagrodę na festiwalu Wrostja we Wrocławiu, wyróżnienie na Kaliskich Spotkaniach Teatralnych oraz Grand Prix w Hanowerze.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Joanna Tarasewicz, Jak ugryźć rzeczywistość, Dziennik Teatralny

Chłodne wnętrze. Pośrodku niedużej sali stoi czarne krzesło. Na lewo od krzesła umieszczony stół. Na stole metalowa taca, a na niej butelka wody, szklanka, jabłko i nóż. Pod ścianą brudna popielnica na nóżce Wchodzi mężczyzna. Otrzymujemy zapowiedź, że taki jeden ma nam coś do przekazania, ale jest nieśmiały i potrzebne są brawa na zachętę. Klaszczemy. W odpowiedzi pojawia się człowiek z gitarą. Ma ogoloną głowę, ubrany jest w bluzę dresową, sprane jeansy i sportowe buty. Przypomina Silnego z Wojny polsko-ruskiej.

Siada na krześle, zaczyna grać, śpiewać i opowiadać. Ale jakże opowiada! Monodram Jak zjadłem psa Jewgienija Griszkowca powstał w 1997 roku. Jest to obraz młodego Rosjanina, który służył w marynarce wojennej swego kraju. Główny bohater, niczym bard snuje opowieść o tym, jak wyglądało jego życie na statku oraz jak wygląda ono teraz, po trzyletniej służbie. Jego język jest przepełniony dowcipem, ironią. Nie brak mu dystansu do siebie i świata. To jednak nie chroni go przed bólem, który towarzyszy próbie odnalezienia odpowiedzi na pytanie, jak żyć teraz, po powrocie do domu, kiedy już nic nie jest takie samo. Jak żyć, kiedy sięgnęło się emocjonalnego dna. Kiedy codzienne było się upokarzanym, a potem z bezsilności posługiwało się tą samą bronią. I kiedy w niezrozumiały sposób ta agresja dawała satysfakcję. Sztuka mówi o próbie rozliczenia się z sobą samym, własną przeszłością, bolączkami. O próbie życia. Bo życie na statku i powrót do cywilnego życia są jak tytułowe zjedzenie psa. Mięso przyrządzone przez znajomego Koreańczyka smakowało, ale ostatecznie był to smak goryczy. Sztuka epatuje brzydotą, szokuje, ale także afirmuje życie, bo pokazuje człowieka, który chce żyć i o owo zycie walczyć.5 listopada 2010 roku w Teatrze Lubuskim, w Zielonej Górze podczas trwania trzydniowego przeglądu Pro Vinci, odbyła się premiera Jak zjadłem psa. Sztukę wyreżyserował Michał Siegoczyński, a w rolę głównego bohatera wcielił się Marek Sitarski. Ten, wydaje się, nieźle współpracujący z sobą duet po raz trzeci podszedł do realizacji tego tekstu. Pierwszy raz pod egidą Teatru im. Modrzejewskiej w Legnicy (premiera 6 marca 2004), po raz drugi w Teatrze im. Bogusławskiego w Kaliszu (premiera 11 września 2004) i po raz trzeci w Zielonej Górze.

Jak zjadłem psa to aktorski popis Marka Sitarskiego. Warto wspomnieć, że aktor otrzymał za tę rolę między innymi: pierwszą nagrodę na II Ogólnopolskim Przeglądzie Monodramu Współczesnego w Teatrze Stara Prochoffnia w Warszawie, w czerwcu 2004 roku czy drugą nagrodę organizatorów na Ogólnopolskim Festiwalu Teatrów Jednego Aktora WROSTJA we Wrocławiu, w listopadzie roku 2004.

Gra Marka Sitarskiego jest przekonująca, pełna ekspresji. Kiedy śmieje się, dowcipkuje, śmiejemy się razem z nim. A gdy w scenicznym szale krzyczy, przeklina, trzaska tacą, przewraca wszystko dokoła, ostatecznie lądując na podłodze, następuje konsternacja. Za chwilę kuli się pod ścianą, zakrywając twarz, dysząc ze zmęczenia, przejęcia. A my przeżywamy. Nie tylko historię postaci, ale również kunszt aktorski, to w jaki sposób obnaża swoją wrażliwość. Emocje podczas tej sztuki zmieniają się w sposób dynamiczny. Po opisanej scenie uspokaja się, znowu zasiada na krześle i kontynuuje opowieść. Potem, jak gdyby nigdy nic, wstaje i wychodzi. Zapada cisza. Po chwili jednak reflektujemy się… i klaszczemy. Z pełną odpowiedzialnością zapraszam do obejrzenia monodramu Jak zjadłem psa, wystawianego w zielonogórskim Teatrze Lubuskim. Zarówno tych, którzy nie widzieli i tych, którzy jako wierni fani, chcą przeżyć te emocje jeszcze raz. Kolejny spektakl już w piątek, 12 listopada, o godzinie 17.00. 10 listopada 2010

walk_icon Wirtualny spacer