Repertuar

Chory z urojenia

Molier

Reżyseria: Paweł Aigner

Premiera:

Czas trwania: 120 min

Sprawdź terminy

Galeria

Trailer

Plakat

Szczegóły

Ostatnia sztuka francuskiego króla komedii, na którego celowniku znalazła się tym razem ludzka skłonność do… wymyślania sobie chorób. Hipochondria głównego bohatera Argana staje się pretekstem do sprawdzenia otoczenia i wierności najbliższych. Wielopłaszczyznowa sztuka ukazuje w krzywym zwierciadle chorobę nas samych – lęk, niepokój i samotność. A wszystko to w barwnym kostiumie, podszyte humorem, z całą paletą bliskich nam przecież ludzkich przywar.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Wszyscy jesteśmy chorzy z urojenia

Chory z urojenia - Gazeta Wyborcza, 11.09.2012r.
Teatr Lubuski udowodnił, że z klasyką obchodzi się coraz sprawniej. W "Chorym z urojenia" aktorzy mieli w rękach gotowe narzędzie: genialny, aktualny i nasycony czarnym humorem tekst. I tego nie zmarnowali. Gorąco polecamy najnowszą premierę na zielonogórskiej scenie.
To już kolejna propozycja Teatru Lubuskiego z klucza klasyki. Widzowie zbadali już możliwości lokalnej sceny w tej dziedzinie, oglądając wcześniej "Medeę" Seneki Młodszego, "Annę Kareninę" Tołstoja czy "Gracza" Dostojewskiego. Aktorzy najwyraźniej się rozkręcili, bo nowy sezon także przywitali ponadczasowo."Chorym z urojenia" Moliera udowodnili, że klasyka już nie tyle idzie im sprawnie, ile po prostu weszła w krew.
Sztuka wybitnego francuskiego dramatopisarza, pochodząca z 1673 r., to strzał w dziesiątkę. Widz dostaje świetnie zagrane i ciekawie oprawione sceny oraz inteligentne dialogi podszyte dużą dawką czarnego humoru. I - całe szczęście - nie bezmyślnego."Chory z urojenia" to - krótko mówiąc - rzecz o strachu przed śmiercią i samotnością. To dlatego Argan (Janusz Młyński), główny bohater, zmyśla kolejne dolegliwości. Usilnie kombinuje, jak by tu zwrócić na siebie uwagę. Nieustannie domaga się współczucia i politowania. Jeśli ktoś chce mu sprawić komplement, lepiej, by powiedział: "jaki pan schorowany" niż "jak pan dziś zdrowo wygląda". Tak wyolbrzymiona i nadmuchana hipochondria, zamiast budzić litość, w pewnym momencie po prostu... bawi.Ale "Chory z urojenia" to nie tylko żarty. Choć w sposób ironiczny, opowiada przecież o sprawach jak najbardziej poważnych. Twórcy spektaklu nie pozwolili nam o tym zapomnieć. Umiejętnie przemycili fakt, że Molier, autor sztuki i aktor, podczas odgrywania sceny śmierci, rzeczywiście... zmarł. Właśnie w tym momencie, w którym pisarz autentycznie dostał zapaści, reżyser przerywa spektakl i głosem z offu przypomina jego historię.- Widownia ryknęła śmiechem - słyszymy. To znakomity zabieg, pewne "memento mori" i coś na kształt przestrogi, że nasze myśli, nawet jeśli urojone, mogą nam wtargnąć w rzeczywistość. Być może niektórzy wyciągną wnioski.Jest tu kilka naprawdę świetnych, popisowo zagranych momentów. Wrażenie robi scena klątwy, jaką na Argana rzuca jego lekarz. Całe otoczenie bohatera zmienia się w załogę demonów, które poruszając się w cytoplazmie, straszą i próbują opętać schorowanego.Aktorzy grają w oszczędnej scenografii. Oprawę bardziej tworzy światło, uzyskane przez łagodne migotanie świec. I kostiumy, na których tym razem, w przeciwieństwie do "Anny Kareniny", teatr nie oszczędził.Były owacje na stojąco, aktorzy kilkakrotne wychodzili do ukłonów. To wyraźnie pokazuje, że właśnie takich komedii chcemy. Nie głupich i banalnych, ale inteligentnych i z refleksją. Brawo!
Paulina Nodzyńska Gazeta Wyborcza 11.09.2012 r.
walk_icon Wirtualny spacer