Repertuar

Anna Karenina

Lew Tołstoj

Reżyseria: Michał Kotański

Premiera:

Czas trwania: 210 min

Sprawdź terminy

Galeria

Trailer

Plakat

Szczegóły

Lew Tołstoj
adaptacja: Radosław Paczocha
reżyseria: Michał Kotański
scenografia i kostiumy: Tomasz Brzeziński
opracowanie muzyczne: Damian Neogenn-Lindner
reżyseria świateł, wideo: Mateusz Wajda
postprodukcja wideo: Tomasz Michalczewski
przygotowanie wokalne: Krzysztof Mroziński
asystent reżysera: Piotr Charczuk
Obsada: Anna Karenina – Marta Frąckowiak Wroński – Ernest Nita Karenin – Marcin Wiśniewski Lewin – Dawid Rafalski Dolly- Karolina Honchera Kitty – Joanna Koc Obłoński – Łukasz Kucharzewski Hrabina Wrońska – Tatiana Kołodziejska Księżna Szczerbacka/Księżna Miagkaja – Kaja Bień Książę Szczerbacki/Książe Miagkaj/Sierpuchowski – Jerzy Kaczmarowski Hrabina Nordstron/Baronowa Shilton/Lidia Iwanowna – Anna Chabowska Maria/Betsy – Hanna Klepacka Matriosza/Agafia/Annuszka/Akuszerka – Elżbieta Lisowska – Kopeć Mikołaj/Landau – Marek Sitarski Zawiadowca/Lokaj/Kamerdyner/Pop/Lekarz – Marcin Misiura Kricki/Petrycki/Katawasow/Bartniański – Piotr Charczuk Sergiusz/Korsuński/Adwokat – Wojciech Brawer Sierioża – Mikołaj Laskowski/Kamil Nahorski Mówi się o niej różnie: pierwsza emancypantka, wyrodna matka, wspaniała kochanka. Nieszczęśliwa i naiwnie zakochana. Szlachetna kobieta w zepsutym towarzystwie. Czy miała prawo popełnić samobójstwo? Dziewiętnasty wiek przeminął, romantyzm się skończył. Rządzą korporacje i życiowy praktycyzm. Czy zostało nam jednak miejsce na miłość i wielkie namiętności? Czy zamężna kobieta może tęsknić za miłością do innego mężczyzny? Czy ma prawo zaczynać życie od nowa? Dlaczego się zdradzamy? Dlaczego rozwodzimy? Anna Karenina również dziś stawia nam ważne i aktualne pytania o istotę związków międzyludzkich. Jeden z najpiękniejszych kobiecych portretów w literaturze światowej. Wspaniały melodramat z nieszczęśliwym zakończeniem. Po 35 latach znów na deskach polskiego teatru dramatycznego.

Terminy

Aktualnie nie gramy tego spektaklu

Obsada

Recenzje

Pociąg do (nie) szczęścia Anna Karenina - Gazeta Lubuska, 11.02.2012. Wielbiciele kanonicznych ekranizacji "Anny Kareniny", biegnący rezerwować bilety w Lubuskim Teatrze, niech przygotują się na multimedialne widowisko, w którym migają nawet białe rękawiczki techno Oczywiście, do Lubuskiego Teatru już biec nie trzeba (jest system elektronicznej rezerwacji miejsc, z którego zresztą wynika, że bilety na sobotę i niedzielę dosłownie wyparowały...), a rytmy techno to tylko ułamek palety muzycznych klimatów, którymi zielonogórski spektakl okrasił dobrze tu znany Damian Neogenn-Lindner. Ale to właśnie wśród dymów współczesnej dyskoteki wybucha namiętność między Anną Kareniną a Wrońskim. Uczucie, które znajdzie swój krwawy finał na peronie dworca. Powszechnie znany tragiczny koniec Anny Kareniny to w zielonogórskim spektaklu może i kulminacja, ale nie jedyna. Wątek miłosny Karenina-Wroński jest może osią dramatu, ale nie przysłania innych mu podobnych. Kluczem do przedstawienia w reżyserii Michała Kotańskiego zdaje się być pociąg. Monumentalna ściana po lewej stronie sceny przypomina gigantyczną lokomotywę w perspektywie, wjeżdżającą na stację. Zresztą parowóz widzimy na niej, kiedy służy za wielki ekran. To ze ściany, ustawionej przez scenografa Tomasza Brzezińskiego, wychodzą lub wjeżdżają w wagonie bohaterowie sztuki - pasażerowie życia. Ich relacje, wątki spotykają się i mijają niczym na wielkim dworcu. Tu miłość rozmija się z małżeństwem... Zielonogórska "Anna Karenina", przywołana na polską scenę dramatyczną po 35 latach, trwa ok. trzy godziny i czterdzieści minut (z przerwą). Długo. Szczególnie, gdy w drugiej części zaczyna brakować multimedialnych pomysłów, a do czynienia mamy przede wszystkim z właściwą telenoweli galerią gadających głów (18 aktorów w ponad 20 rolach!). Tym większe słowa uznania należą się autorowi adaptacji kilkusetstronicowego dzieła. Dialogi Radosława Paczochy celnie - nierzadko z humorem - oddają sposób postrzegania XTX-wiecznej Rosji przez Lwa Tołstoja. Świat uzależnionych często od hazardu mężczyzn, którzy swoje zdradzane żony trzymają na smyczy fałszywej dumy i godności. Choć "przecież dziś rozwód to nie problem". Ale już bliski sercu Tołstoja - Lewin rusza pomóc w polu chłopom. Widać zapowiedź rewolucji... Tylko której? Bo zielonogórska Anna Karenina (Marta Frąckowiak) to kobieta współczesna, poprawiająca sobie opadające na czoło włosy, szamocząca się pomiędzy uczuciem do Wrońskiego (Ernest Nita) a konwenansem. Na ile wolności może sobie pozwolić, wyklęta przez elity? Gdy tu z jednej strony pogodzona ze zdradą męża Dolly (wyciszona Karolina Honchera), a z drugiej strony upojona młodzieńczą miłością Kitty (ujmująca Joanna Koc)? A za plecami - mąż (świetna kreacja Marcina Wiśniewskiego)? Dość smutku. Kiedy Kitty i Lewin (przekonujący wrażliwy siłacz Dawid Rafalski) wyznają sobie miłość przy pomocy kawałka ściany i kredy, mamy jedną z najbardziej urokliwych scen spektaklu. Może to akurat ten obraz wynieśmy z teatru. Zdzisław Haczek, Gazeta Lubuska, 11 lutego 2012 ******************************************************************************************************************** Urszula Lisowska, Radość opowiadania, Dziennik Teatralny

Podczas pracy nad teatralną interpretacją "Anny Kareniny" Michał Kotański postawił sobie za cel sceniczne odtworzenie fabularnego rozmachu dzieła Tołstoja. Wyszedł z tej próby reżyserskich umiejętności zwycięsko, przygotowując widowisko, które, pomimo długiego czasu trwania, ani przez chwilę nie nuży. I chociaż jego spektakl prawdopodobnie nie przyczyni się do podważenia melodramatycznego wizerunku powieści, to niewątpliwie przekona widzów, że teatr wciąż ma moc opowiadania historii. Ta, która przydarzyła się Annie Kareninie, rozgrywa się w skromnej, ale pomysłowej scenografii autorstwa Tomasza Brzezińskiego. Wątki łączą się ze sobą, a komplikacja fabuły narasta, kiedy bohaterowie wchodzą i wychodzą przez kilka par drzwi umieszczonych w ścianie wypełniającej całą lewą część sceny. Elementy wizualne, wzbogacone o projekcje multimedialne, uzupełnia trafnie, z wyczuciem charakteru poszczególnych scen, opracowana muzyka Damiana Neogenna-Lindnera, która bardzo sugestywnie ewokuje zmianę nastroju. Współgranie tych scenicznych środków wyrazu nadaje spektaklowi dynamikę, umożliwiając sprawne przedstawienie fabularnych zawiłości. Opowieść o romansie Anny, dojrzałej, niespełnionej w małżeństwie kobiety, z młodym pułkownikiem Wrońskim to pretekst do zaprezentowania różnych sposobów rozumienia relacji międzyludzkich. Historia Kareniny splata się więc z dramatem jej szwagierki Dolly, cierpiącej z powodu niewierności męża, oraz z obrazem dojrzewania do miłości, którego trud podejmują Kitty, siostra Dolly, i Kostia Lewin. Opowieści o losach trzech par towarzyszy, refleksja nad hipokryzją konwenansu. Wszak Anna, co ważne – w przeciwieństwie do Wrońskiego, staje się ofiarą ostracyzmu ze strony „towarzystwa”, które jedynie werbalnie hołduje zasadom na przykład wierności małżeńskiej. Kotański pozostawia ten wątek krytyczny „samemu sobie”, pozwalając mu ujawnić się w toku opowieści, nie eksponując go jednak wbrew literze tekstu. Intencją tego posunięcia było zapewne zrównoważenie proporcji elementów emancypacyjnych i melodramatycznych, a więc napiętnowanie społecznej obłudy bez popadania w niestosowną publicystykę i rezygnowania z atrakcyjności fabuły. Niestety, być może za sprawą kreacji tytułowej bohaterki, ów nerw krytyczny ginie pod warstwą opowieści o nieszczęśliwej miłości. Wcielająca się w Annę Marta Frąckowiak zbudowała bowiem swoją postać wokół emocji towarzyszących jej w ostatnich miesiącach życia. Dlatego, o ile w drugiej części spektaklu jej histeryczna, rozedrgana Karenina wypada przekonująco, o tyle w pierwszej brakuje jej siły i determinacji godnej bohaterki Tołstoja. Zapewne z biegiem czasu tę niedogodność zastąpią właściwie rozłożone akcenty emocjonalnego planu. Niewątpliwym sukcesem twórców przedstawienia jest jednak fakt, że, pomimo dominacji melodramatycznego wymiaru, „Anna Karenina” nie wyciska łez z oczu widzów. Kotańskiemu udało się wydobyć piękno Tołstojowskiej opowieści, sprawnie też kreuje nastrój. Przeciwwagę dla tragedii Anny stanowi, najlepiej poprowadzony ze wszystkich, wątek Kitty i Lewina. Ich historia jest pełna uroku i ciepłego humoru, w czym duża zasługa aktorów. Joanna Koc gra z, ciepło przez publiczność, odbieranym dziewczęcym wdziękiem, Dawid Rafalski (znakomita rola) umiejętnie balansuje między powagą a pociesznością, wspólnie zaś „poprawiają” Tołstoja, czyniąc swoich bohaterów bardziej przekonującymi niż ich literackie pierwowzory. Zapewne spektakl można by jeszcze bardziej skondensować, skracając czas jego trwania. Tego zabiegu warto by jednak dokonać nie tyle z powodu dłużyzn – tych bowiem w spektaklu Kotańskiego nie odnajdziemy (może z wyjątkiem dwu nieco „literackich” scen pod koniec spektaklu) – co raczej ze względu na odstraszającą perspektywę trzyipółgodzinnego przedstawienia. Można jednak mieć nadzieję, że widzów nie zniechęci informacja o jego długości, ponieważ byłoby szkoda, gdyby ominęło ich niezbyt częste doświadczenie przeżycia radości teatralnej opowieści, jakie proponuje Michał Kotański. 6 lutego 2012

walk_icon Wirtualny spacer