Aktualności

„Kaligula” jedna z najbardziej znaczących inscenizacji

5. marca 2016 r. premierą „Kaliguli” Alberta Camusa zakończyliśmy sześciotygodniową, międzynarodową współpracę w Die Theater Chemnitz. Reżyserem sztuki był Robert Czechowski – Dyrektor naszego Teatru, który wraz z polskim zespołem twórców, jak napisano w jednej z recenzji, stworzył jedną z najbardziej znaczących inscenizacji ostatnich lat w Chemnitz. Zapraszamy do przeczytania recenzji sztuki „Kaligula” Alberta Camusa w reżyserii Roberta Czechowskiego.

…aż do bólu

Premiera „Kaliguli” Alberta Camus – retrospekcja. Jedna z najbardziej znaczących inscenizacji ostatnich lat w Chemnitz.

Wow! Obłęd! Co za przedstawienie! Co za inscenizacja! Co za aktorzy! Wszystkie bilety na premierowy pokaz „Kaliguli” Camusa zostały wyprzedane. Nikt w trakcie spektaklu nie opuścił sali. Temu spektaklowi nie sposób się oprzeć. Teatr, aż do bólu!

Kaligula Camusa jest na pierwszy rzut oka świnią, potworem. Jaki sens ma życie, skoro i tak skończy się śmiercią? Czy da się pokonać śmierć i los? Czy człowiek może doświadczyć wolności absolutnej? – Ja potrzebuję – mówi Kaligula. – Albo księżyca, albo szczęścia, albo nieśmiertelności. Czegoś nie z tego świata. Zrozumiałem, że to jedyna droga aby dorównać bogom. Wystarczy tylko być tak samo okrutnym jak oni.

I tak Camus pozwala swojemu Kaliguli mordować, gwałcić i niszczyć wszystko to, co było przejawem wolności, innego sposoby myślenia. Na koniec pozwala się Kaligula samemu zabić. Czy to akt najwyższej wolności?

Kaligula Camusa jest sztuką moralną. Francuz, który dorastał w Algierii, nie jest egzystencjalistą, ani nihilistą, jak jego długoletni przyjaciel Sarte. Nie wierzy jednak w Boga, swoją wiarę pokłada w człowieku. W prawie i sprawiedliwości, niczym Che Guevara, który żył jednak dużo później. W książce „Dżuma” Camus opisał „Świętego bez Boga”, pomocnika lekarza Tarrau. Kaligula jest natomiast „bezbożnym świeckim”

Camus nie grozi nam palcem, ale my rozumiemy, o co mu chodzi. I to jest, z pewnością, zasługą zespołu reżyserskiego, ale przede wszystkim Stefana Migge. Kiedy wyłania się z widowni i włącza wszystkich w swoje życie. „Proszę zostać na miejscu, nie ruszać się”. I nikt nie śmie się poruszyć. Migge jest aktorem, reżyserem – jak kiedyś rzymski cesarz. Przesuwa postacie tam i z powrotem. Jest mocarzem i jednocześnie nędzarzem, kiedy nie może w nocy spać, ani nie może otrzymać księżyca, ani Pani Luny.

Stojąc przed lustrem, Migge zadaje sobie pytanie: Czy to tym jestem? Później jako Wenus nabija się z gildii patrycjuszy. To jedyne niezbyt dyskretne miejsce, na które pozwolił sobie reżyser Robert Czechowski i jego wspaniały polski zespół. Abstrahując może od tyłków, które prezentują „Szczury”. Rany, cóż za obrazy namalowała ta grupa! Czołgający i trzęsący się patrycjusze na wózkach inwalidzkich. Curie, które wygląda jak dom wariatów. Rzeźnicy i szczury, które w „Dżumie” roznosiły zarazę. U Czechowskiego każdy obraz ma znaczenie.

Kiedy procesja jest prowadzona między rzędami widzów, prawie współczujemy Kaliguli. Temu złu, które chce się uwolnić od społecznych przymusów. Chcemy uwierzyć, że staje się dobry. Szaleństwo w wykonaniu Miggego przez całe dwie godziny spektaklu.

Inne postaci też dodawały mocy. Ulrike Euen jako Caesonia to silna ofiara, pokonana z własnego wyboru, kusicielka, która potrzebuje przeciwnika. Kaligula nie potrafi być pustelnikiem.

Do tego jeszcze Helicon (Philipp von Schön-Angerer). Były niewolnik, szczur, którego Kaligula uczynił człowiekiem (konkurentem, jak się mawiało w czasach rzymskich). Jemu nic nie można zrobić. On jest wolny, chociaż znajduje się na niższym poziomie niż Kaligula.

Philipp Otto gra Cherea. To ważna postać w kontekście bohaterów Camusa. Jako jedyny szkicuje inny obraz życia. Chce sprawiedliwości, porządku, może nawet przyjaźni. Całkowite przeciwieństwo Kaliguli, z którym kiedyś był blisko, a teraz próbuje go zgładzić. Nasz świat oszalał.

Do tego jeszcze Scipio. Michel Diercks gra rolę poety, sprawcę. On jedyny potrafi myśleć, tworzyć rzeczy nie z tego świata. Diercks celebruje świat biednego poety, jedynego, który jest tak naprawdę bogaty, dzięki umiejętności myślenia.

„Musimy przynajmniej przyznać, że ten człowiek ma na nas niezaprzeczalny wpływ. Zmusza nas do myślenia” – czytamy w programie. Podły jest ten Camus. Jego Kaligula przysparza nam kłopotów, potrafi irytować niektórych widzów ( „co za obłęd!”, i jeszcze ta ciągła muzyka). Ale większość boli, że tak można postępować z ludźmi. Kiedy postacie wychodzą spoza kurtyny i stają się i tobą, i mną – uciekinierem, uchodźcą traktowanym jak szczur

Kim jestem? Co robię? Czy to, co czynię, jest dobre? Dlaczego sam nie mogę decydować? Premiera „Kaliguli” zbiegła się w Chemnitz ze „Świętem Pokoju”. 71 lat temu nad miastem latały bomby. Może jeden z pilotów, zanim nacisnął guzik i wysłał na ziemię śmiercionośny pocisk, również zadawał sobie te pytania?

Wśród publiczności spotkać można Hasko Webera, w 1989 roku związanego z teatrem w Chemnitz. Dziś, jako intendent Teatru Narodowego w Weimarze i znawca trudnych sztuk, przybył ponownie do Chemnitz. Nie ze względu na operetkę. Przyjechał, ponieważ przeczuwał, że powstanie tu coś szczególnego. I nie rozczarował się. „Kaligula” w teatrze z Chemnitz jest jednym z najbardziej zachwycających spektakli ostatnich lat. – Sensacja – ocenił, gratulując wspaniałego przeżycia intendentowi Hartwigowi Albiro. Były dyrektor wie, co mówi… http://www.theaterfoerderverein-chemnitz.de/; tłum. Jadwiga Szewczyk

*****************************************************************************************************************

Teatr -morderstwo

Robert Czechowski przenosi „ Caligulę”, w teatrze w Chemnitz, do sanatorium.

Chemnitz, 5 marca 2016 roku. „Proszę pozostać na miejscu, jesteś tutaj gościem” – mówi Caligula, cicho poszukując swojego miejsca wśród publiczności. Cicho szepcąc, roztrzęsionym, ale wciąż rozważnym głosem opowiada o tematach, które poruszał też Camus – nieszczęście ludzi, niewola, brak pieniędzy, kłamstwo, śmierć. Następnie zajmuje miejsce nr 214 w rzędzie nr 12. „ To jest moje miejsce.”

Ten Caligula nie jest ani tyranem ani mordercą. On jest myślącym mężczyzną, całkiem w sumie sympatycznym i łagodnym.. Artysta? Od tego zaczynają się rozmyślania, ponieważ on będzie czynił to, co czyni Caligula. Otoczony obłudnikami, prowadzi swoje sadystyczne gierki, by na koniec z zimną krwią zamordować tych, którzy go kochają.

Wolność kosztem innych

Można powiedzieć, że inscenizacja w teatrze w Chemnitz wypracowała piękne przesłanie: „jest się wolnym tylko kosztem innych”.

Można by powiedzieć, że reżyser Robert Czechowski stawia mocno na podwójną grę. Caligula występuje jako reżyser, który gra dla innych, prowadzi okrutną, ale pouczającą grę. Ludziom brakuje wiedzy i potrzebują nauczyciela, który wie, o czy mówi: „Ten tekst nie jest lekki, ale można za nim z fascynacją podążać”.

Można powiedzieć, że samo przedstawienie to opowieść o teatrze. W większym albo mniejszym stopniu publiczność uczestniczy w tym przedstawieniu. Ale nie w sensie: „My jesteśmy tutaj na górze na scenie, a wy na dole na parterze”. To raczej wspólne dwugodzinne spotkanie połączone z wymianą myśli. To wielka zaleta tej inscenizacji. Kameralna sztuka, bez niepotrzebnych wstrząsów.

Chemnitz przeżyło wspaniały, pełen skupienia teatralny wieczór. Ten, kto przyjdzie do teatru przygotowany, ten dojdzie do podobnych, paradoksalnych wniosków. Zabijać, żeby zdobyć wiedzę? Absurd, właściwie.

Warto dodać, że reżyser odrzuca inne, znane interpretacje, uważając za niegustowne i przejaskrawione. Chociaż krew się leje… Chociaż scenografia, kostiumy, muzyka i choreografia mają jednoznaczne konotacje. Wszystko jest równoprawne, nic nie wychodzi na pierwszy plan. Tutaj wszystko jest do siebie dopasowane, łącznie z licznymi improwizacjami, które pojawiają się przez cały wieczór. Czechowski stworzył kameralny spektakl, requiem dla mordercy. Absurd, właściwie.

Szaleństwo albo…?

Scena rozgrywa się sanatorium, w którym to starzy patrycjusze, otoczeni przez pielęgniarzy w gumowych fartuchach, ze swoimi wózkami inwalidzkimi i chodzikami, wysyłani są do Caliguli i jego Caesonia. Kostiumami i scenografią można się rozkoszować. Skórzane naczynia i gołe tyłki tzw. „szczurów” wywołują lekki uśmiech na twarzy. Muzyka i dźwięk brzmią futurystycznie, przenosi nas raczej w przyszłość niż w przeszłość.

Stefan Migge, spektakularny Caligula, opanowuje scenę. Caesonia (Ulrike Euen) czy Helicon (Philipp von Schon- Angerer) też dobrze grają, ale ten wieczór jest przedstawieniem jednego aktora. To żaden hultaj czy zabijaka. Jest bezlitosny, pełen smutku i zwątpienia. Musi zabijać, żeby dać ludziom nauczkę. Migge jest jak schizofrenik, lekko odurzony, ale przy tym również zawstydzony. Zachowuje się jak szaleniec i osiąga swoje cele. Spogląda na publiczność i ze smutkiem konstatuje, że „ludzie nie wierzą już w teatr”. Robert Czuchowski, dyrektor Lubuskiego Teatru z Zielonej Góry, i jego zespół wzmacniają jednak tę wiarę, właśnie dzięki Caliguli. Szaleństwo albo…?

http://www.nachtkritik.de/, Matthias Schmidt; tłum. Jadwiga Szewczyk

*******************************************************************************************************************

Wolność również nie jest rozwiązaniem.

Pewien oświecony dyktator traci zainteresowanie swoimi poddanymi i popada przez to w ogromną rozpacz: Teatr Chemnitz przedstawia sztukę „Kaligula” Alberta Camusa w zasługującej na uwagę inscenizacji. Chemnitz. Rzymski cesarz Kaligula jest zmęczony, ludzie napawają go odrazą. On jednak chce żyć w prawdzie – jako jedyny może być wolnym, całkowicie niezależnym. Dlatego morduje, poniża oraz upokarza wszystkich, bo według niego właśnie „wszyscy są winni”. Najprawdopodobniej można by mieć boską władzę, gdyby było się tak okrutnym jak oni – myślał. Ale nie jest to bluźnierstwo przeciw bogom: „Jest to kunszt aktorski”. Uznany polski reżyser Robert Czechowski zainscenizował teraz „Kaligulę” Alberta Camusa dla aktorów teatru Chemnitz i przy tym wyreżyserował główną rolę cesarza dla Stefana Migge. Odgrywa on roztrzęsionego po śmierci siostry i ukochanej cesarza, nie jako ekscentrycznego i ekspresywnego tyrana, lecz jako zmęczonego, znudzonego, skłonnego do eksperymentów imperatora – raz jako szarego pokutnika, raz jako błyszczącej gwiazdę. Wszechwładny Cesarz Jego poddani, patrycjusze, oficerowie oraz młody poeta żyją w zimnym, iskrzącym się, futurystycznym domu starców (scenografia: Wojciech Stefaniak) – potykają się o siebie i swoje balkoniki. W dekadenckich, połyskujących złotem ubraniach z militariami (kostiumy: Adam Królikowski), płaszcząc się, próbują daremnie zrozumieć upadek swojego cesarza. W długich, czasami rozwlekłych dialogach z oddaną mu Cezonią (przekonywująco Ulrike Euen), z byłym niewolnikiem Helikonem (pewny siebie: Philipp von SchönAngerer) lub z mądrym, ale słabym oficerem Cherea (niezdecydowany Philipp Otto) rozprawia, upokarzając i rozkazując Kaligula przechadza się człapiąc przez publiczność. Mrucząc i improwizując, odrzuca dziwaczne pomysły, na przykład ten, że nie jest tyranem, ponieważ tyran poświęca cały naród swoim ideom; a on takiej nie ma – mówi. Sam Camus nie chciał rozumieć sztuki jako filozoficznej. Tylko w lapidarnym przeświadczeniu Kaliguli „ludzie umierają i nie są szczęśliwi” można rozpoznać coś filozoficznego. Faktycznie w tekście występują wszystkie okoliczności, które sprawiają, że ludzie nie są szczęśliwi: morderstwo, umyślne zabójstwo, upokorzenie, zubożenie, utrata miłości, powiązane z dziwacznymi okolicznościami, w taki sposób , że ubezwłasnowolnieni dochowują swojemu dręczycielowi wierności i organizują na jego cześć procesję potępionych (choreografia Paweł Matyasik). W końcu informują go o jego unicestwieniu, co dla Kaliguli jest tak samo obojętne jak wszystko inne. I bez tego wie: „ Głupota jest zabójcza, jeśli czuje się urażona” Zdanie to jest nawiązaniem reżysera do teraźniejszości. Celuje on w jasne, dobitne, polityczne aluzje. Robert Czechowski reżyseruje „Kaligulę” jako zmęczone, niestety czasami także nużące rekwiem do wolności (muzycznie genialnie akompaniujący DJ Damian „Neogenn” Lindner). Wolności, kosztem innych i dlatego nieprawdziwej.

Zmuszeni do myślenia W inscenizacji, oprócz nihilistycznej negacji moralności jako takiej, zawarte są inne akcenty, charakterystyczne dla Teatru Chemnitz. Przypomina on eksperymentalny teatr, sięgający tradycją czasów „przed Solidarnością”. „Kaligula” skłania do myślenia, jak uznał współspiskowiec – Cherea. Sam Cesarz zmusza społeczeństwo do tego, by zabiło go a tym samym unicestwiło pozornie nieprzydatną złośliwość. Dlatego nie staje na przeszkodzie zaplanowanego zamachu a nawet go wspiera. Wie, że nie osiągnął celu, mimo, ze do końca go nie nazwał. „Wszystko jest tak skomplikowane” – skarży się na koniec. „Kaligula” to sztuka, która prowokuje, polaryzuje i jest filozoficznie zajmująca, ale tylko umiarkowanie pasjonująca. Nie jest skierowana na czystą rozrywkę. Morderstwo nie odbywa się ostatecznie w teatrze a Kaligula aby przechytrzyć zło wychodzi ze słowami „Jeszcze żyję”. Zostaje to zadaniem publiczności, która w sobotę wieczorem entuzjastycznie oklaskała premierę.

http://www.freiepresse.de/KULTUR, Matthias Zwarg , 07.03.2016; tłum. Anna Duchnicka

walk_icon Wirtualny spacer