Hucznie zapowiadają się obchody 50. rocznicy Wydarzeń Zielonogórskich. Angażują się w nie teatr, filharmonia i biblioteka Norwida. A prezydent miasta zaprosi prezydenta RP. Tylko Zygmunt Listowski, radny SLD kręci nosem: powinniśmy zorganizować skromniejszą uroczystość. Po co taka pompa?
Wydarzenia Zielonogórskie to jedyny antykomunistyczny zryw zielonogórzan w PRL. Dokładnie 30 maja 1960 r. tłum zielonogórzan bronił Domu Katolickiego (obecnie budynek Filharmonii Zielonogórskiej) po tym, gdy władze zdecydowały o eksmisji. Starcia z milicją trwały cały dzień. W szczytowym momencie wokół placu zgromadziło się ok. 5 tys. ludzi. Ściągnięto oddziały milicji z Poznania. Represje dotknęły kilkaset osób. Zapadały wyroki więzienia. Uczestników wyrzucano z pracy i szkół. Po jednym dniu aresztowano tu niemal tyle osób, ile w poznańskim Czerwcu, a wyroki były dużo wyższe niż w Poznaniu, by zastraszyć innych.
Władze Zielonej Góry zamierzają rzetelnie przygotować się do majowej rocznicy. Właśnie powołały specjalny komitet obywatelski ds. organizacji obchodów, w skład którego wejdą m.in. parlamentarzyści i dyrektorzy instytucji kulturalnych. Będą więc koncerty, inscenizacje teatralne, publikacje. - Jeśli wyłączyć koszty pomnika, to na obchody przeznaczymy ok. 100 tys. zł - mówi prezydent Janusz Kubicki. - Chcemy przybliżyć mieszkańcom Zielonej Góry historię wydarzeń. Bo niestety, nie wszyscy ją znają. W szkołach się tego tematu nie porusza - dodaje.
Jednym z ważniejszych elementów uroczystości ma być odsłonięcie pomnika autorstwa Roberta Kai. Gdański artysta zaproponował oryginalny projekt. Zamiast wcześniej planowanej rzeźby na ścianie budynku Filharmonii Zielonogórskiej pojawią się ,,luźne" litery, które ułożą się w treść. Zgodnie z wizją artysty tworzą one zdeformowaną kolumnę tak jak w przypadku projekcji z rzutnika ustawionego pod kątem innym niż 90 stopni. Specjalnie zniekształcony zapis tekstu ma odzwierciedlać PRL-owską rzeczywistość. Litery biegną z góry i zwężają się ku dołowi. Stykają się z prostokątną taflą ze stali i kamienia. Na niej będzie umieszczony otwór w formie judasza, który ma budzić skojarzenia inwigilacji i represji w czasach komunizmu. - Robert Kaja bardzo poważnie podszedł do realizacji koncepcji. Już niedługo zaczniemy pierwsze instalacje, całość na pewno będzie gotowa na 30 maja - zapewnia Wojciech Kozłowski, dyrektor zielonogórskiej galerii BWA. Pomnik będzie kosztował ok. 70 tys. zł.
Biblioteka Norwida zapowiada cykl spotkań edukacyjnych skierowanych do młodzieży pod hasłem ,,Czytanie performatywne". Zajęcia przy użyciu najnowszych technik multimedialnych będą oparte na wspomnienia, dokumentach i publikacjach poświęconych sporom o Dom Katolicki. Andrzej Buck, dyrektor biblioteki zamierza też przeznaczyć ostatni w maju Czwartek Lubuski wyłącznie na dyskusje o Wydarzeniach Zielonogórskich. Specjalnie na rocznicę wydarzeń Filharmonia Zielonogórska zagra dwa koncerty symfoniczne. Archiwum Państwowe w Starym Kisielinie przymierza się do wydania publikacji o Wydarzeniach Zielonogórskich. Planowana monografia ma się ukazać w okolicach 10 kwietnia.
Nietypową koncepcję pokazania Wydarzeń proponuje Teatr Lubuski. Scenariusz inscenizacji napisał dyrektor literacki Wojciech Śmigielski. - Jeszcze jako mały berbeć Wojtek był świadkiem tych wydarzeń. Rzucił nawet kamieniem, ale na szczęście w nikogo nie trafił - żartuje Robert Czechowski, dyrektor zielonogórskiej sceny. Pierwsza płaszczyzna inscenizacji powstała w oparciu o dokumenty. Druga przedstawia wydarzenia z perspektywy zwykłych ludzi. Tę odtworzono na podstawie wspomnień i relacji uczestników zamieszek. - Przykład? Opowiemy historię chłopca, któremu podczas wydarzeń skradziono rower. Bohater nieświadomie znalazł się w centrum zadymy. Nie do końca wie, o co w tym wszystkim chodzi. Przypina gdzieś z boku swoją ukochaną kolarkę. Zostaje aresztowany i przesłuchany. Kiedy chłopak wraca po rower, okazuje się, że już go tam nie ma. Śmigielski wymyślił sześć takich postaci i napisał im monologi. Staraliśmy się przygotować inscenizację tak, żeby wypadło godnie, szlachetnie i prawdziwie, ale jednak nie koturnowo. To jest właśnie zadanie teatru, być jak najbliżej życia - wyjaśnia Czechowski.
W planach jest także wypożyczenie z poznańskiego oddziału IPN materiałów do wystawy. Zainteresowanych jej pokazaniem jest kilku, m.in. biblioteka Norwida i Filharmonia Zielonogórska.
Zygmunt Listowski, radny SLD ma mieszane uczucia co do kosztownych obchodów. Jego zdaniem wyniosą one nie 100, a 150 lub 200 tys. zł. - Zgoda, wydarzenia na pewno trzeba zaznaczyć. Szkoda tylko, że inwestujemy w coś, po czym w mieście zostanie tylko wspomnienie, o którym za rok nikt już nie będzie pamiętał. Przyhamujmy z hucznymi uroczystościami. Zorganizujmy je poważnie, ale skromniej. W tym roku lepiej spojrzeć na drogi - uważa. Listowski nie rozumie też ,,momentu na pomniki". - Nagle każdy chce pomnik. A to Sybiracy, to znów zwolennicy wydarzeń. Ale czy to musi być pomnik za 100, 200 tysięcy? Emocje ludzi trzeba szanować, ale przecież nie sprostamy wszystkim zapotrzebowaniom na pomniki - dodaje radny SLD.
Paulina Nodzyńska
Gazeta Wyborcza Zielona Góra
1.03.2010
|