Ludzie gardzą swojskimi
spektaklami? Ileż można w kółko powtarzać te brednie!
Co
się dzieje w naszych teatrach? - Ludzie się przekonują, że
niekiedy warszawskiego gwiazdy dają taką chałę, że aż strach. A
nasi z kolei mają znakomite spektakle i świetnie je grają - mówi
Magda Włoch, która stale zagląda do gorzowskiego teatru. M.
Włoch najbardziej lubi kameralne spektakle w stylu "Czekaj”,
który na małej scenie miał już 25 przedstawień i poszło
kompletami.
Moda
na teatr
W
Gorzowie od kilku lat coraz więcej widzów przychodzi na
weekendowe wieczorne spektakle. - Notujemy wzrost o 50 proc. w
stosunku do lat poprzednich. Fakt, że wysyłamy masę informacji o
naszych propozycjach. Ale wydaje mi się, że widzowie przekonali się
do repertuaru, dobrego aktorstwa - mówi Lidia Tyborska,
kierowniczka biura obsługi widzów.
Taki run na
gorzowski teatr trwa już kilka lat. Zdaniem Jana Tomaszewicza,
dyrektora Teatru Osterwy, dzieje się tak z kilku powodów. -
Przyczyniły się do tego darmowe spektakle, jakie miasto funduje
mieszkańcom z okazji świąt państwowych, czyli 3 Maja lub 11
Listopada. No i na pewno też Gorzowskie Spotkania Teatralne - mówi.
Nie bez wpływu na modę na chodzenie do teatru pozostaje
Scena Letnia - z lekkim repertuarem i warszawskimi gwiazdami. Przez
cały lipiec przychodzi do teatru po kilkaset osób na każdy
spektakl.
A
pośrodku Fredro
Hitem w Gorzowie jest
farsa "Bez seksu proszę”, ale na prośbę widzów
wracają na scenę "Dziady” i "Balladyna”. - W
przypadku Gorzowa sprawdza się powiedzenie profesora Aleksandra
Bardiniego, że w teatrze powinno być trochę komedii, trochę
dramatu a pośrodku Fredro - żartuje J. Tomaszewicz.
Podobnego
zdania jest też dyrektor Lubuskiego Teatru Robert Czechowski. Ma
świadomość, że jeśli w mieście teatr jest jeden, to musi
zaspokajać różne gusta. Na afiszu powinna być komedia,
bajka, farsa... Tekstu tej ostatniej z kierownikiem literackim
Wojciechem Śmigielskim bardzo intensywnie ostatnio poszukują. Ale
najwięcej radości w tej chwili daje dyr. Czechowskiemu sukces
"Stworzeń scenicznych”.
Ten spektakl potwierdza ideę,
że w teatrze pozastołecznym można zbudować taki autonomiczny
zespół - bez zapraszania gwiazdy z Warszawy - na którego
przedstawienia trudno dostać bilety. - Takiego "zmartwienia”
życzę wszystkim dyrektorom teatrów - śmieje się R.
Czechowski. Skąd sukces dramatycznych "Stworzeń”? -
Kapitalna gra aktorek! - podkreśla dyrektor i reżyser jednocześnie.
I dodaje, że wytworzył się teraz klimat wiary we własny teatr. To
uskrzydla.
Poczta
pantoflowa działa
W tej chwili Lubuski
Teatr "wyprzedaje” wszystkie swoje sztuki. Czy to rozśpiewany
"Bar Moskwa”, czy kameralne dramaty "Obok”, "Kształt
rzeczy”. Na "Wizytę starszej pani” przyjeżdżają ludzie z
Wrocławia, a nawet Nicei. Dlaczego? Dowiadują się o spektaklu
pocztą pantoflową.
- Ktoś dzwoni do nas i pyta wprost: na
czym mogę się u was pośmiać? - mówi Agnieszka Hryniewicz z
impresariatu LT. - Ale swoją wierną widownię mają bajki. Tu
zawsze mamy komplety.
Renata
Ochwat, Zdzisław Haczek, Gazeta Lubuska
|