Repertuar

Tancerz Mecenasa Kraykowskiego

Witold Gombrowicz

Adaptacja i reżyseria: Jacek Bunsch

Premiera:

Czas trwania: 75 minut

Sprawdź terminy

Galeria

Plakat

Szczegóły

Kim jest Tancerz – Tancerz mecenasa Kraykowskiego? Wielbicielem, prześladowcą, czy po prostu współczesnym stalkerem? Naznaczony niezwykłą i tajemniczą chorobą – epilepsją – czuje się przez ową świętą przypadłość namaszczony. Jego relacja z mecenasem, człowiekiem sukcesu i doskonałego porządku świata, rozpięta została pomiędzy miłością a nienawiścią, jednoczesnym wznoszeniem ołtarza i bluźnierczym pragnieniem obalenia. Czyżby to była zależność syn-ojciec, a w ostateczności człowiek-bóg? Wszystko rozgrywa się w transowym rytmie karnawałowego śmiechu, frenetycznego tańca, który stwarza i niszczy. W takim obrazie rzeczywistości nie sposób utrzymać równowagę, oddzielić tonację serio od kpiny. Ale czyż nie jest to niezwykle aktualna wizja świata, który nas otacza? Świata, w którym prawdziwa tragedia natychmiast wykrzywia się w groteskę. W gombrowiczowskim kościele ludzkim jeden stwarza drugiego, wywyższa i podnosi do godności króla niedotykalnego, by potem – jak króla karnawałowego – dotknąć go i strącić. Nie dajmy się zwieść – pod maską śmiechu i zabawy czai się groza. Jacek Bunsch

Adaptacja i reżyseria: Jacek Bunsch
Scenografia i kostiumy: Natalia Kornecka
Muzyka: Janusz Grzywacz
Plastyka ruchu: Paweł Matyasik
Projekcje: Jacek Katos logotypy klasyka żywa

Spektakl bierze udział w III EDYCJI KONKURSU NA INSCENIZACJĘ DAWNYCH DZIEŁ LITERATURY POLSKIEJ „KLASYKA ŻYWA”

www.klasykazywa.pl             www.mkidn.gov.pl            www.instytut-teatralny.pl 

Terminy


Obsada

Recenzje

Gombrowiczowskie miny, pozy... „Tancerz mecenasa Kraykowskiego” w Lubuskim Teatrze bawi i zasmuca

Kto chce zobaczyć adaptację jednego w pierwszych opowiadań Witolda Gombrowicza, niech wybierze się do Lubuskiego Teatru. I ruszy w tany ze... stalkerem! Kim jest mężczyzna, który z masochistyczną wręcz radością przyjmuje uderzenia laski na swój grzbiet? Który ochoczo nadstawia plecy, razy przyjmuje „jak komunię” i na koniec wyznaje: „Przeżyłem parę chwil doskonałych, jakie dane być mogą jedynie komuś, kto już zaprawdę niewiele dni ma przed sobą”? To osobnik szalony, chory... Tytułowy „Tancerz mecenasa Kraykowskiego” Witolda Gombrowicza, który za sprawą reżysera Jack Bunscha, trafił właśnie na scenę Lubuskiego Teatru, cierpi na padaczkę. Czyli chorobę św. Walentego, którego powołano na patrona epileptyków, jak i zakochanych. Przed laty, a opowiadanie Gombrowicza pochodzi z roku 1926 - chorych na padaczkę określano nawet tancerzami św. Walentego. Epilepsja i miłość. U Gombrowicza i w zielonogórskim spektaklu są bardzo blisko siebie. Fakt, tytułowy Tancerz (James Malcolm) wielbi przypadkowo spotkanego mecenasa Kraykowskiego (Lech Mackiewicz) uczuciem współczesnego stalkera. Śledzi, wyczekuje, aranżuje „wpadanie na siebie”, osacza w cukierni czy restauracji. W swą intrygę wciąga Żonę mecenasa (Tatiana Kołodziejska) i Doktorową (Joanna Świrska). Oni wszyscy mają być tylko nieświadomymi marionetkami w teatrze komedii Tancerza, w tej sekundzie zafascynowanego paznokciem małego palca Kraykowskiego. Komedii? Tak! Zielonogórska sztuka eksploduje humorem. To ekwilibrystyka min, gąb, póz, gestów (jakże to Gombrowiczowskie!) niby z kina niemego, ale za sprawą kapitalnej muzyki Janusza Grzywacza wyczarowującej klimat filmu lat 50. Choćby scena ulicznych podchodów, ze zmultiplikowanym na kilku ekranach (projekcje: Jacek Katos) mecenasem (scenografia i kostiumy są dziełem Natalii Korneckiej). I można by przy komediowo-obyczajowej warstwie „Tancerza...” pozostać. Ale jest przecież Gombrowicz. I jest James Malcolm, którego granatowy garnitur już po 20 minutach zmienia kolor. Z potu. Ale ten wysiłek owocuje. Aktor, pogrążony w choreograficznym amoku (brawo Paweł Matyasik!) tu uderzy obcasami, tam sięgnie językiem czerwonych szpilek Doktorowej - niesie spektakl, gdzie w pewnym momencie śmieszność sytuacji zaczyna ewoluować w stronę krzyku rozpaczy. Bo kimże jest Tancerz? Człowiekiem chorym z samotności, który własne istnienie coraz mocniej opiera na fiksacji osobą mecenasa. Zaglądamy do głowy zaborczego stalkera. Ale finałowa - podwójna - stopklatka w wykonaniu znakomitego Jamesa Malcolma, uświadamia całą grozę sytuacji: cóż warta jest ofiara ku czci przez siebie wymyślonego, fałszywego boga? Zdzisław Haczek, Gazeta Lubuska, 31.10.2017 r.

walk_icon Wirtualny spacer